„BAC
K Z DALA OD NIEJ!” – ryknął głos.
Ręka, która wzięła kieliszek, nie należała do gościa. To był „szef cateringu”, który przez ostatnią godzinę krążył w cieniu przy barze, obserwując salę z czujnym, nieruchomym wzrokiem. Nie wyglądał już na cateringowca. Z gracją i wysportowaną gracją przeskoczył nad stołem bufetowym, odrzucając na bok drogie, warte 5000 dolarów kompozycje kwiatowe z całkowitym brakiem szacunku dla wystroju „miliardera”.
Był wysokim mężczyzną, po czterdziestce, z oczami płonącymi zimną, profesjonalną furią. Nie tracił czasu na słowa. Wyciągnął z kieszeni smokingu medyczny pulsoksymetr i lancet do glukozy.
„Co ty robisz?” – wrzasnęła Evelyn, a jej twarz przybrała brzydki, plamisty, fioletowy odcień. „Jak śmiesz ją dotykać! Ochrona! Natychmiast usuńcie tę… tę służącą!”
„Jestem dr Julian Thorne” – powiedział mężczyzna, a jego głos przeszył salę z absolutną pewnością sędziego sądu najwyższego. „Jestem prywatnym endokrynologiem i konsultantem medycyny sądowej. I radzę ci zostać na miejscu, Evelyn, chyba że chcesz dodać „napaść na lekarza” do swojej rosnącej listy zarzutów karnych”.
W sali zapadła grobowa cisza. Nazwisko Thorne miało znaczenie. Nie był zwykłym lekarzem; był człowiekiem, który utrzymywał przy życiu elity Manhattanu, tym, który znał każdy sekret ukryty w ich dokumentacji medycznej.
„Monitoruję parametry życiowe Eleny za pomocą szyfrowanego łącza do jej CGM od godziny” – powiedział dr Thorne, poruszając dłońmi z chirurgiczną precyzją, wstrzykując mi bezpośrednio w ramię przezroczysty płyn – szybko działającą insulinę o wysokim stężeniu. „Widziałem, jak jej cukier gwałtownie spadł, kiedy odmówiłaś jej jedzenia. Potem zobaczyłem, jak w niecałe pięć minut podskoczył do pięciuset. Widziałem, jak wyrywasz jej pompę z ciała, Evelyn. Widziałem, jak karmisz ją na siłę skoncentrowaną glukozą, gdy była w stanie szoku medycznego.
Uniósł smartfon, który był podłączony do ukrytego łącza bezpieczeństwa posiadłości – łącza, do którego dałem mu dostęp kilka tygodni temu, kiedy po raz pierwszy zacząłem się obawiać o swoje życie.
„Nie tylko cię obserwowałem” – kontynuował, a jego głos opadł do rejestrów zabójczego spokoju. „Nagrałem wyznanie, które złożyłeś Chloe dziesięć minut temu na korytarzu o „wykończeniu jej” i „zmyciu ciężaru”, kiedy dosypywałeś coś do tego wina. Mam dowody kryminalistyczne syropu i diazepamu, który dodałeś do butelki. To nie był ślub, Evelyn. To była egzekucja”.
Kolana Evelyn się ugięły. Chloe zaczęła zawodzić, ale nie był to dźwięk żalu; to był ostry, przerażony głos rozpieszczonego dziecka, które zdaje sobie sprawę, że świat nie jest już jego placem zabaw.
Cliffhanger: Dr Thorne spojrzał na Evelyn z wyrazem czystej, nieskażonej odrazy, ponownie sprawdzając mój puls. „A te syreny, które słyszysz na końcu podjazdu, Evelyn? To nie są fajerwerki weselne. To Biuro Zabójstw”.
Rozdział 5: Cena duszy
„Spacer przestępcy” był mistrzowską lekcją poetyckiej sprawiedliwości.
Policja z Hamptons i policjanci stanowi nie przejmowali się suknią ślubną za 20 000 dolarów ani statusem nazwisk na liście gości. Weszli prosto na biały parkiet, mijając ogromny tort weselny i założyli chromowane kajdanki na pokryte koronką nadgarstki Chloe Vance.