W tym tygodniu w szkole na korytarzach panował hałas od rozmów o balu maturalnym, a jedno imię górowało nad wszystkimi innymi.
Brielle.
Nikt jeszcze nie głosował, ale wszyscy już wiedzieli. Brielle podjęła decyzję i to, czego chciała, zazwyczaj się udawało.
Bria z chemii ostrzegła mnie we wtorek przy mojej szafce, śmiejąc się pod nosem. „Tylko nie wchodź Brielle na bal, Em. Wiesz, jaka ona jest”.
I tak nie planowałam nikomu przeszkadzać, więc nie myślałam o tym ostrzeżeniu zbyt wiele.
Jedyną dziwną rzeczą w tym tygodniu był Austin.
Brielle podjęła decyzję.
***
Austin, mój partner laboratoryjny od drugiego roku, cichy chłopak, który zawsze podawał mi gogle, zanim o nie poprosiłam, dwa razy próbował mnie złapać na korytarzu.
Za każdym razem udawałam, że go nie widzę.
„Hej Emma, mogę z tobą chwilę porozmawiać?”
„Przepraszam, Austin, spóźniłam się”.
Powiedziałam sobie, że pewnie mi współczuje. Wszyscy w szkole wiedzieli o babci Ruth. Nie chciałam, żeby okazano mi litość w laboratoryjnych okularach ochronnych, więc go unikałam.
Powinienem był wiedzieć lepiej.
Udawałem, że go nie widzę.
***
W noc balu maturalnego wstałam i wsunęłam się w sukienkę.
Mama starannie zapięła mi zamek, jej ręce drżały bardziej niż moje.
Kiedy odwróciłam się do lustra, nie zobaczyłam osiemnastolatki w starej sukni. Zobaczyłam dziewczynę niosącą w sobie cząstkę kogoś, kogo kochała.
„Wyglądasz jak ona” – wyszeptała mama.
Mrugnęłam mocno. „Cieszę się. Dzięki, mamo”.
Uściskałyśmy się.
Na zewnątrz czekał zarezerwowany dla mnie samochód, którego światła reflektorów łagodnie odbijały się od zmierzchu.
Zebrałam satynę w jedną rękę, wsiadłam do samochodu i poszłam dotrzymać obietnicy.
„Wyglądasz jak ona”.
***
W chwili, gdy przekroczyłam drzwi sali gimnastycznej, atmosfera się zmieniła. Rozmowy ucichły. Wszyscy się odwrócili.
Miałam nadzieję, że wślizgnę się niezauważona, ale przybrudzona różowa satyna odbijała światło w sposób, który wydawał się niemal głośny.
Brielle zauważyła mnie z drugiego końca holu. Już tam stała, wyglądając na zadowoloną z siebie, jakby wygrała konkurs na królową balu, zanim jeszcze głosowanie się rozpoczęło. Cekiny na jej olśniewającej sukni mieniły się, a wokół niej, niczym na dworze, stał mały krąg przyjaciół.
Brielle przeszła przez salę, zanim zdążyłam dosięgnąć stołu z ponczem, a jej świta podążyła za nią.
Miałam nadzieję, że wślizgnę się niezauważona.
Brielle zmierzyła mnie wzrokiem od stóp do głów przed klasą maturalną.
„O mój Boże” – powiedziała dźwięcznym głosem. „Czy Goodwill zgubił zasłonę?”
Jej przyjaciółki zachichotały na zawołanie.
Próbowałam ją ominąć, zaciskając dłoń na małej kopertówce, którą pożyczyła mi mama. Brielle szła za mną, przechylając głowę, jakby przyglądała się dziwnemu zwierzęciu.
„Czekaj, nie” – powiedziała. „Jesteś jak księżniczka ze śmietnika!”
Tym razem śmiech rozbrzmiał szerzej. Poczułam, jak ciepło wspina się po mojej szyi i rozkwita na policzkach.
„Czy Goodwill zgubił zasłonę?”
Trzymałam brodę nieruchomo i powtarzałam sobie: jedna piosenka, tylko jedna piosenka dla babci Ruth.
Wtedy Brielle nachyliła się, na tyle blisko, że poczułem zapach jej perfum, ale jej głos był wystarczająco głośny, by dotrzeć do każdego w pobliżu.
„A może duch babci”.
Śmiech rozbrzmiał wokoło, a coś we mnie zabolało, ciche i małe.
Nie odpowiedziałem.
er. Szybko minęłam ją i skierowałam się ku krawędzi parkietu, gdzie światła zbladły do niebieskiego.
Wtedy Brielle się pochyliła.
Chciałam uciekać, zadzwonić do mamy i powiedzieć jej, żeby mnie odebrała, zanim spadnie na mnie kolejny bolesny komentarz. Ale za każdym razem, gdy myślałam o wyjściu, słyszałam w sypialni głos babci Ruth, cichy i lekko zmęczony.
„Obiecaj mi, że zatańczysz jeszcze jeden taniec”.
Więc sama wyszłam na parkiet.