„Przyszłam pogratulować szczęśliwej rodzinie”.
Ashley wyglądała na zdezorientowaną.
„Ethan… co się dzieje?”
„Piękne przyjęcie” – powiedziałam spokojnie. „Za dwa tysiące dolarów kupiłam całkiem sporo”.
Po ogrodzie natychmiast rozeszły się szepty.
Ethan rzucił się w moją stronę.
„Wychodzimy”.
„Nie”.
„Olivio, nie ośmieszaj się”.
„To zabawne” – powiedziałam. „Nie miałaś problemu z tym przedstawieniem”.
Harper stanęła obok mnie.
Ethan sięgnął po moje ramię.
„Powiedziałam, że wychodzimy”.
„Nie dotykaj jej” – ostrzegła Harper.
W chwili, gdy Ethan ją rozpoznał, jego twarz zbladła.
Wyciągnęłam z torebki wydrukowane dokumenty.
„Przelew bankowy dla Ashley i twojego dziecka”.
Uniosłam kolejną kartkę.
„Wiadomości potwierdzające przelew”.
Potem następna.
„Wiadomości od twojej matki, w których omawiają plany wywarcia na mnie presji, żebym podpisała umowę na mieszkanie po porodzie”.
Cisza zapadła w ogrodzie.
Ashley powoli odwróciła się do Ethana.
„Powiedziałeś mi, że jesteś w separacji”.
To zdanie uderzyło mnie mocniej niż cokolwiek innego.
„Powiedział mi też, że nie stać go na córkę” – dodałam.
Ethan zacisnął szczękę.
„Dość”.
„Nie” – powiedziałam cicho. „To dopiero początek”.
Potem Ashley zaszokowała wszystkich. Zerwała ozdobny pas z brzucha i rzuciła go na stół.
„Nie wiedziałam o tym mieszkaniu”.