nie potrafię zapomnieć do dziś.

PART 2 :
OBIETNICA, ŻE ZOSTANĘ DO KOŃCA
Pierwszej nocy w moim domu Nero i Sole nie położyli się na miękkim legowisku, które dla nich przygotowałam.
Wybrali stary dywan przy piecu.
Nero położył się od zewnętrznej strony.
Sole od środka.
Tak samo jak przy bramie schroniska.
Jeden pilnował świata.
Drugi, zmęczony, opierał się o jedynego przyjaciela, jaki mu pozostał.
Postawiłam przed nimi dwie miski jedzenia.
Sole długo wąchał, ale nie jadł.
Nero też nie jadł.
Tylko patrzył na mnie.
W jego mętnych, starych oczach nie było złości.
Był strach.
Strach istoty, która została już kiedyś zdradzona.
Usiadłam na podłodze kilka kroków od nich.
Za oknem śnieg padał na dachy małego miasteczka, a z rynku dobiegał cichy dźwięk kościelnych dzwonów.
Powiedziałam bardzo cicho:
„Nikt już was nie rozdzieli.”
Nero patrzył jeszcze chwilę.
Potem odwrócił się do Sole i delikatnie polizał go po uchu.
Dopiero kiedy Sole zaczął jeść, Nero pochylił głowę nad swoją miską.
Wtedy zrozumiałam:
niektóre miłości nie potrzebują przysiąg.
Wystarczy zobaczyć starego psa, który nie zje, dopóki nie upewni się, że jego przyjaciel jest bezpieczny.
W następnych dniach mój dom zmienił się całkowicie.
Wcześniej moje poranki składały się z czarnej kawy, suchego chleba i wiadomości w radiu.
Teraz zaczynały się od wolnego stukania pazurów o drewnianą podłogę.
Nero szedł pierwszy.
Sole za nim.
Sole prawie już nie widział. Jedno oko miał białe, a tylne łapy drżały za każdym razem, gdy próbował wstać.
Ale Nero zawsze wiedział.
Zatrzymywał się przy progu.
Zwalniał przy rogu stołu.
Na podwórku nie biegł, nie ciągnął, nie chciał iść daleko.
Robił tylko małe kroki, żeby Sole mógł za nim nadążyć.
Myślałam, że poświęcenie jest czymś ludzkim.
Ale każdego ranka, patrząc, jak Nero ostatkiem sił prowadzi Sole przez oszronione podwórko, rozumiałam, jak bardzo się myliłam.
Zabrałam ich do weterynarza, do małego gabinetu obok piekarni i starej księgarni.
Lekarz długo przeglądał ich paszporty.
Potem westchnął.
„Nero ma czternaście lat. Sole trzynaście i pół.”
Sprawdził serce, płuca, stawy, zęby i oczy.
Sole miał ciężkie zapalenie stawów.
Nero słabe serce i niewielki guz.
Nie było cudu.
Były tylko leki przeciwbólowe, miękkie jedzenie, krótkie spacery i cierpliwość.
Tamta zima była bardzo mroźna.
Na rynku ustawiono wielką choinkę. Jej żółte światełka świeciły wieczorami jak przypomnienie, że nawet w najtrudniejszym roku powinno istnieć miejsce, do którego można wrócić.
Ja też postawiłam małą choinkę w salonie.
Pod nią położyłam dwie skarpety.
Jedną czarną.
Jedną złocistą.
Starą dziecięcą krawatkę wyprałam, wysuszyłam i położyłam na półce przy piecu.
Nie zawiązałam jej znowu na ich szyjach.
Miłość nie powinna być sznurkiem.