„Evelyn” – westchnęła mama, strzepując płatek śniegu z nieskazitelnego rękawa. „Jesteś już w pracy. Mamy tylko kilka minut. Vivien chciała, żeby rodzina była tu dla wsparcia moralnego, zanim uda się do budynku Apex Vault”.
Mój ojciec rozejrzał się po księgarni z nieskrywaną pogardą. „Gdzie dokładnie jest ta filia, Evelyn? GPS wskazał nam dokładnie ten adres, ale nie ma tu nic poza… tym”.
„Jesteś we właściwym miejscu” – odpowiedziałam płynnie. „Chodź za mną”.
Odwróciłam się i minęłam kasę, stoliki z przecenionymi książkami w miękkich okładkach i ruszyłam w głąb sklepu. Moja rodzina szła za mną, a ich konsternacja wyrażała się w zirytowanych szeptach.
„Evelyn, nie mamy czasu na oprowadzanie po twoim asortymencie” – warknęła Vivien, zerkając na zegarek Cartiera. „To spotkanie jest warte dziesiątki milionów dolarów”.
Zatrzymałam się przed ciężkim, dębowym regałem z książkami poświęconymi literaturze klasycznej. Wyciągnęłam rękę i położyłam prawą dłoń płasko na popękanym skórzanym grzbiecie starego egzemplarza „Hrabiego Monte Christo”.
Rozległ się cichy, elektroniczny sygnał dźwiękowy. Ukryty pod skórą skaner biometryczny błysnął na zielono.
Cała biblioteczka zasyczała, a potem płynnie cofnęła się i przesunęła w lewo, odsłaniając wzmocniony stalowy korytarz skąpany w chłodnym, niebieskim oświetleniu LED.
Moja matka krzyknęła, zataczając się i wpadając na wujka Rona. Milesowi szczęka opadła z wrażenia.
„Co… co to jest?” Vivien jąkała się, jej wzrok błądził od książek do futurystycznego tunelu.
„Wejdźcie do środka” – rozkazałem, a mój głos stracił miękką, uległą kadencję, którą nosiłem od lat.
Sparaliżowani szokiem, posłuchali. Gdy regał z książkami zasunął się za nami, odcinając zapach starego papieru, ruszyliśmy korytarzem. Ciężkie, pancerne drzwi na końcu bezszelestnie się rozsunęły. Weszliśmy do prawdziwej siedziby Apex Vault.
Apartament dla kadry kierowniczej był katedrą ze szkła, chromu i mocy. Okna sięgające od podłogi do sufitu oferowały panoramiczny widok na panoramę Chicago. Interaktywne, półprzezroczyste ekrany danych wisiały nad masywnym obsydianowym stołem konferencyjnym. Kilkunastu analityków w eleganckich garniturach sprawnie poruszało się po dolnym piętrze, a ich głosy brzmiały cicho i produktywnie.
„Boże” – wyszeptał mój ojciec, wchodząc na polerowaną betonową podłogę. „To twierdza. Dlaczego wart miliardy dolarów konglomerat technologiczny kryje się za antykwariatem?”
„Bo” – głos rozbrzmiał w zintegrowanym systemie audio.
Wszyscy podskoczyli. Centralny monitor ścienny ożył, wyświetlając srebrny herb Apex Vault. Sarah Chen, moja dyrektor operacyjna, wyszła z bocznego biura. Miała na sobie nieskazitelnie biały garnitur i trzymała tablet z danymi.
„Dzień dobry, Vivien” – powiedziała Sarah profesjonalnie. „Założycielka na ciebie czekała”.
Vivien natychmiast wyprostowała plecy, wygładzając płaszcz i natychmiast przybierając korporacyjną osobowość. „Dziękujemy, Sarah. Jesteśmy zaszczyceni, że tu jesteśmy. Ten obiekt zapiera dech w piersiach”.
„Evelyn” – syknęła moja mama, chwytając mnie za łokieć. „Zejdź mi z drogi. Stań przy drzwiach. Nadchodzi miliarder”.
Spojrzałam na przerażoną, zdesperowaną minę mojej mamy.