Wyszłam za nim z pokoju, ciężkie automatyczne drzwi zamknęły się za nami, wyciszając odgłosy dochodzące z oddziału ratunkowego.
„Pat” – powiedział cicho dr Aris, ściszając głos. „Zrobiliśmy tomografię komputerową całego ciała z powodu silnego ucisku brzucha, z którym się zgłosiła, i jej skarg na silny ból w dolnym kwadrancie brzucha”.
„I co?” – zapytałam, czując, jak żołądek mi się ściska. „Czy pękła jej śledziona? Przebite płuco?”
„Ma dwa złamane żebra po lewej stronie” – odpowiedział dr Aris, patrząc na kartę, którą trzymał w dłoniach. „Ale to nie jest teraz moje główne zmartwienie”.
Ściskało mnie w żołądku. „Co się stało, Aris? Powiedz mi”.
Doktor Aris podniósł wzrok, a jego oczy wypełnił głęboki, przenikliwy smutek.
„Ma znaczny, aktywny krwotok wewnętrzny w macicy” – powiedział, a jego głos zniżył się do przerażonego szeptu. „Pat… Lena była w ósmym tygodniu ciąży. Uraz brzucha, którego doznała tępym narzędziem, był katastrofalny”.
Korytarz zdawał się gwałtownie przechylać. Nagle brzęczenie świetlówek rozległo się w moich uszach niczym ryk silnika odrzutowego.
„Traci dziecko, Pat” – powiedział delikatnie doktor Aris, kładąc dłoń na moim ramieniu, aby mnie podtrzymać. „Tętno płodu zanikło. Krwotok jest silny. Musimy natychmiast zawieźć ją na ostry dyżur, żeby zatamować krwawienie, bo inaczej ją też stracimy”.
3. Audyt detektywa
Stałem sam w sterylnym, jasno oświetlonym korytarzu szpitalnym długo po operacji.
Zespół przewiózł nieprzytomne, krwawiące ciało mojej córki przez podwójne drzwi w kierunku bloku operacyjnego.
Z moich płuc całkowicie wyssano powietrze. Nie mogłam oddychać.
Patrzyłam bezmyślnie na wypolerowane linoleum.
Eric wiedział.
SMS-y na jej telefonie – „Popełniasz ogromny błąd” i „Zniszczę cię” – nie były zwykłymi, desperackimi groźbami tchórzliwego oprawcy, który próbował utrzymać kontrolę.
Były przerażającym, niezaprzeczalnym potwierdzeniem motywu.
Nie tylko stracił panowanie nad sobą. Nie tylko wpadł w pijacki szał. Pobił ją celowo, celowo, żeby przerwać ciążę. Zamordował własne nienarodzone dziecko, ponieważ postrzegał to jako komplikację, niedogodność lub zagrożenie dla swojego skrupulatnie zaplanowanego, bogatego stylu życia.
Powoli weszłam do pustej, cichej poczekalni rodzinnej na końcu korytarza. Usiadłem na sztywnym, winylowym krześle. Nie płakałem. Żal był zbyt ogromny, zbyt mroczny i zbyt ciężki, by płakać. Całkowicie ominął smutek i stwardniał w jądro absolutnej, radioaktywnej furii.