„Spaliłeś mi życie” – syknął Ethan przez głośnik, a jad był gęsty i bełkotliwy, prawdopodobnie podsycany tanią whisky. „Mam nadzieję, że udławisz się swoją pustą, nędzną egzystencją”.
„Nigdy nie oddychałem lżej” – odpowiedziałem. „Do zobaczenia w sądzie”.
Gdy zablokowałam mu ostatnią drogę do wejścia, w domu zapadła głęboka, nieskazitelna cisza. Ale cisza nie była końcem. Kalendarz na mojej ścianie zakreślał datę agresywnym czerwonym atramentem. Nadszedł czas rozliczenia prawnego, a Ethan miał przed sędzią ostatnią, desperacką kartę do rozegrania.
Rozdział 4: Likwidacja
W sądzie okręgowym unosił się zapach cytrynowego wosku do podłóg, stęchłego administracyjnego niepokoju i kwaśnego potu tysiąca umierających małżeństw. Przybyłam piętnaście minut wcześniej, otulona w dopasowaną granatową sukienkę i praktyczne szpilki, które stukały o marmur w wojskowym rytmie.
Miranda już opierała się o mahoniowe podwójne drzwi sali sądowej 4B. Wyglądała nieskazitelnie, a jej teczka była puszką Pandory finansowej ruiny.
„Bierzemy dziś jeńców, Claro?” – zapytała z drapieżnym błyskiem w oku.
„Nie ma mowy” – odpowiedziałem.
Kiedy Ethan w końcu przemknął przez bramki wykrywające metal, jego stan fizyczny był oszałamiający. Dopasowana pewność siebie, która kiedyś mnie do niego przyciągała, całkowicie wyparowała. Garnitur luźno wisiał na jego sylwetce; skóra miała szarą bladość człowieka żywiącego się adrenaliną i żalem. Rebecca szła trzy kroki za nim, wyglądając na skurczoną i przerażoną. Margaret i Lily szły po obu stronach, a ich wcześniejsza cyfrowa brawura została zastąpiona napięciem, które zbielało mi kostki.
Wzrok Ethana powędrował w moją stronę. Patrzyłem prosto przez niego, wbijając wzrok w pusty skórzany fotel sędziego.
Szanowny sędzia Harrison, srebrnowłosy prawnik, który wyglądał
Jakby dawno temu stracił wiarę w ludzkość, usiadł i spojrzał znad okularów do czytania.
Obrońca Ethana, wiecznie spocony mężczyzna, który najwyraźniej zdał sobie sprawę, że steruje Titanikiem, który już pękł na pół, odchrząknął. „Wysoki Sądzie, mój klient formalnie kwestionuje ważność aktu małżeństwa z Nevady. Działał pod silnym naciskiem emocjonalnym, manipulowany przez podwładnego i pod wpływem alkoholu podczas podpisywania aktu”.