Gérard upuścił laskę. Camille cofnęła się, jakby właśnie zobaczyła ducha.
Monique wyjąkała:
„Ale samochód…”
„Mój samochód, tak”.
Élise wyciągnęła z kurtki tymczasowy akt zgonu.
„Chcesz wiedzieć, kto nim kierował?”
Monique nie odpowiedziała.
Élise rozłożyła papier.
ADRIEN DELMAS — ZMARŁ O 6:43.
Krzyk Monique odbił się echem po korytarzu.
„Nie!”
Chwyciła dokument, wpatrując się w niego, jakby mógł się zmienić na jej oczach.
„Nie! Nie, to niemożliwe! Adrien był na spotkaniu!”
„Był na górskiej drodze z Léą Morel”.
Camille zakryła usta dłonią.
„Léa? Ta od Noëla?”
— Ta, która była w ciąży z jego dzieckiem.
Gérard ciężko usiadł na ławce, z twarzą bladą.
Monique pobiegła w stronę dyżurki pielęgniarek.
„Pani doktor! Powiedz jej, że kłamie! Powiedz jej, że mój syn jest na sali operacyjnej!”
Chirurg przybył, wyczerpany.
„Pani Delmas, pani syn nie żyje.”
„Dlaczego pani nie operowała?”
Lekarz spojrzał jej prosto w oczy.
„Skonsultowaliśmy się z rodziną. Prosiła pani, żebyśmy unikali agresywnego leczenia.”
Monique wskazała na Élise.
„Bo myślałam, że to ona!”
Cały korytarz zdawał się wstrzymywać oddech.
Élise nic nie powiedziała.
Nie musiała.
Lekarz zapytał bardzo powoli:
„Myślała pani, że to pani synowa i to uzasadniało tę decyzję?”
Monique zbyt późno zdała sobie sprawę z tego, co właśnie wyznała.
„Ja… ja nie chciałam…”
„Wspominałaś też o papierach do odzyskania” – dodała Élise.
Monique się zachwiała.
„Szpiegowałaś nas”.
„Byłaś w moim salonie dzięki kamerze, którą opłaciłem, żeby monitorować stan zdrowia Gérarda. Pamiętasz? Operację za 37 000 euro, którą zapłaciłem, podczas gdy płakałaś w mojej kuchni?”
Gérard spuścił głowę.
Camille mruknęła:
„Élise, wpadliśmy w panikę…”
„Wpadłaś w panikę? Wybrałaś naszyjnik, zanim zadzwoniłaś do mojej matki”.
Camille zarumieniła się po czubki uszu.
Monitor nagle przemienił ból w furię.
„Mogłaś go uratować! Miałaś środki, kontakty, pieniądze!”
„Francuski szpital nie sprzedaje szans na przeżycie temu, kto da najwięcej, Monique”.
„Odmówiłaś!”
„Odmówiłem walki o mężczyznę, który właśnie opisał plan morderstwa”.
Gérard uniósł głowę.
„Co?”
W tym momencie pojawił się adwokat Vial, przemoczony płaszcz i teczka w dłoni. Stanął obok Élise.
„Nagranie zostało zapisane. Kopia jest wysyłana na policję”.
Élise odtworzyła nagranie.
Głos Adriena wypełnił korytarz.
„Kiedy Élise umrze, firma ubezpieczeniowa wypłaci nam 2 miliony”.
Monique znieruchomiała.
Wtedy Léa:
„A jeśli przeżyje?”
Adrien:
„Wtedy dokończę robotę”.
Camille zaczęła cicho płakać. Gérard zakrył twarz. Monique stała z otwartymi ustami, jakby żal i wstyd walczyły o miejsce w jej gardle.
„To nieprawda” – powiedziała w końcu. – „Zmyśliłeś to”.
Mistrz Vial odpowiedział:
„Metadane pojazdu, czas, geolokalizacja i transmisja w chmurze zostaną przeanalizowane. Spróbuj ponownie”.
Monique zwróciła się do Elise.
„Wrobiliście nas”.
„Adrien ukradł mój samochód, kiedy spałam. Wrobiliście się nawzajem”.
„Mój syn nie żyje!”
„Tak”.
Głos Elise nie drżał, ale jej dłonie w kieszeniach kurtki były zaciśnięte tak mocno, że aż bolały.
„I zginął w samochodzie, którym chciał mnie zabić”.
Monique osunęła się na kolana.
„Moje dziecko… moje dziecko…”
Wyciągnęła rękę do Elise.
„Powiedz, że mi wybaczasz”. Powiedz, że rozumiesz. Nie wiedziałam, że to on.
Elise cofnęła się o krok.
„Dokładnie. Myślałaś, że to ja”.
Te sześć słów miało większą wagę niż krzyk.
Kolejne dni toczyły brudną wojnę.
Monique zadzwoniła do lokalnych dziennikarzy. Twierdziła, że Elise, „zimna milionerka”, pozwoliła mężowi umrzeć, żeby zachować jego majątek. Camille opublikowała zdjęcie uśmiechniętego Adriena na ich ślubie z podpisem: „Wdowa bardzo chętna odziedziczyć wolność”. Nieznajomi obrażali Elise w komentarzach do jej starych wywiadów. Jej wydawnictwo zawiesiło publiczne wystąpienie „z nadmiernej ostrożności”.
Elise schroniła się u rodziców w Villeurbanne, w skromnym mieszkaniu, gdzie jej matka nadal trzymała swoje zeszyty.
Przybory szkolne w szafce. To właśnie tam, przed miską zupy, której nie mogła przełknąć, w końcu się rozpłakała.
Nie z powodu Adriena, którym się stał.
Z powodu mężczyzny, którego myślała, że poślubi.
Ojciec po prostu położył jej rękę na ramieniu.
„Można się mylić co do kogoś, nie ponosząc odpowiedzialności za jego potworność”.
Szóstego dnia Monique pojawiła się przed budynkiem z małym aparatem trzymanym przez blogera prawniczego. Camille trzymała oprawione zdjęcie Adriena. Gérard tymczasem wpatrywał się w chodnik.
„Moja synowa porzuciła mojego syna!” krzyknęła Monique. „Zabrała wszystko! Nasze pieniądze! Naszą godność! Nie chce nawet zapłacić za jego pogrzeb!”
Matka Élise chwyciła ją za płaszcz.
„Schodzę”.
Élise delikatnie zablokowała jej drogę.
„Nie”. Tym razem to ja.