Poprosiła nawet o egzemplarz z autografem dla matki.
Teraz słuchała, jak mąż Elise spokojnym głosem wyjaśnia, jak górska droga, mokra nawierzchnia i „kapryśne” hamulce mogą przekształcić morderstwo w wypadek.
Elise natychmiast zadzwoniła do Renauda Viala, swojego prawnika i przyjaciela ze studiów. Odebrał, a jego głos ochrypł od snu.
„Elise?”
„Adrien ukradł mój samochód. Miał wypadek ze swoją ciężarną kochanką. I mówił, że mnie zabije, żeby dostać pieniądze z ubezpieczenia”.
Śmierć.
Cisza trwała dwie sekundy.
„Masz nagranie?”
„Tak.”
„Zachowaj je wszędzie. Nie podpisuj niczego, dopóki nie zobaczę tego dokumentu. A przede wszystkim nagraj wszystko, co nastąpi.”
Nie musiała odpowiadać. Pojawił się nowy alert.
WYKRYTO RUCH — MIESZKANIE LYON 6.
Eliza włączyła kamerę na korytarzu.
Monique i Camille były w jej mieszkaniu.
O 4:11 rano
Camille niosła dużą skórzaną torbę. Monique trzymała pusty segregator.
„Czy ona naprawdę nie żyje?” zapytała Camille, otwierając szafę w przedpokoju.
„Jeszcze nie, ale niedługo powinno.”
Camille poszła prosto do sypialni. Otworzyła szafę, wyjęła kurtkę Chanel, a potem naszyjnik z pudełka na biżuterię.
„Nigdy mi nie pozwoliła go wypróbować.”
„Bo była skąpa” – odpowiedziała Monique. „Zamiast tego poszukaj kontraktu małżeńskiego. Musimy wiedzieć, co dostanie Adrien”.
Elise obserwowała ze szpitala, jej oczy były suche.
Ból był tak przenikliwy, że niemal przytomny.
Przez lata wierzyła, że rodzina Delmasów jest po prostu nachalna, zazdrosna i wulgarna w sprawach finansowych. Wybaczała uwagi Monique, żądania Gérarda, kaprysy Camille, milczenie Adriena. Powtarzała sobie, że niedoskonała rodzina to wciąż rodzina.
Ale rodzina nie pędzi do domu rzekomo umierającej kobiety, żeby grzebać w jej szufladach.
Elise zdalnie aktywowała inteligentny zamek w drzwiach.
Klik zasuwy sprawił, że Camille podskoczyła.
„Mamo?”
„Co?”
„Drzwi właśnie się zamknęły”.
Elise zgasiła światło w sypialni, a następnie zapalała po kolei światła na korytarzu. Obie kobiety zamarły.
Potem puściła z głośników fragment audiobooka swojej najnowszej powieści, nagranego trzy miesiące wcześniej.
W mieszkaniu rozległ się zimny, powolny kobiecy głos:
„Umarli zawsze wiedzą, kto ich okradnie”.
Camille krzyknęła.
Monique upuściła pudełko z zegarkami.
„Elise?” zawołała drżącym głosem.
Wers się powtórzył.
„Umarli zawsze wiedzą, kto ich okradnie”.
Camille zaczęła walić w drzwi.
„Przepraszam! Przepraszam, nie miałyśmy nic brać!”
Elise pozwoliła im drżeć przez całą minutę. Potem otworzyła drzwi.
Wybiegły z pustymi rękami.
Maître Vial, wciąż rozmawiając przez telefon, westchnął:
„Właśnie zraniłaś dwóch włamywaczy swoim audiobookiem”.
„Jestem powieściopisarką”.
„Cofam to. Jesteś niebezpieczna”.
Élise wróciła na korytarz izby przyjęć.
Chirurg wciąż na nią czekał.
„Pani Marceau, potrzebujemy odpowiedzi”.
Za szybą Adrien był otoczony maszynami. Twarz miał opuchniętą, prześcieradło poplamione; nie przypominał już mężczyzny, który cztery lata wcześniej oświadczył się Élise nad brzegiem Saony, obiecując chronić ją przed całym światem.
Świat w końcu spał obok niej.
„Czy jej matka została skontaktowana przede mną?” zapytała Élise.
„Tak. Służby ratunkowe znalazły jej numer w jej telefonie. Myślała, że samochód należy do ciebie”.
„I prosiła nas, żebyśmy nie naciskali?”
Lekarz spuścił wzrok.
„Powiedziała, że nie chce agresywnego leczenia, jeśli jej stan jest zbyt poważny”.
„Czy rozmowa jest nagrywana?”
„Ważne zgłoszenia medyczne są zarejestrowane”.
Eliza skinęła głową.
„Więc proszę go zatrzymać”.
Położył przed nią formularz.
„To nie zmienia obecnej sytuacji. Jesteś jego żoną. Twoja opinia się liczy”.
Spojrzała na podpis, który miała wypełnić.
Wyobraziła sobie Adriena mówiącego: „W takim razie ja dokończę robotę”.
Wyobraziła sobie Monique mówiącą: „Żadnej osoby niepełnosprawnej, którą trzeba karmić za darmo”.
Wyobraziła sobie Camille noszącą naszyjnik przed lustrem.
Potem odsunęła formularz.
„Zrób to, czego wymaga od ciebie prawo i etyka lekarska. Ale nie będę sprzeciwiać się decyzji jego matki, gdy uwierzyła, że jestem pacjentką”.
Lekarz otworzył usta.
Eliza położyła przed nim telefon i odtworzyła 20 sekund nagrania.
Adrien przemówił.
„2 miliony”.
„Hamulce”.
„Jeśli przeżyje…”
Lekarz zbladł.
„Boże mój”.
„Nie” – powiedziała Elise. „Bóg niczym nie kierował zeszłej nocy”.
Adrien zmarł o 6:43 rano.
Chirurg wyjaśnił, że jego obrażenia były już katastrofalne. Rozległy krwotok wewnętrzny. Poważny uraz głowy. Przebite płuco. Nawet natychmiastowa operacja niczego by nie zapewniła.
To zdanie nie pocieszyło Elise.
Nie chciała zemsty.
Chciała tylko zrozumieć, w którym momencie mężczyzna, z którym dzieliła łóżko, przestał postrzegać ją jako żonę, a zaczął jako sumę pieniędzy.
Lea przeżyła. Straciła dziecko dwa dni później. Ta wiadomość wywołała w Elise dziwny, niemal obcy ból, ból niezależny od jej gniewu. Dziecko niczego nie wybrało. Dorośli natomiast skazili wszystko jeszcze przed jego narodzinami.
O 8:12 rano otworzyły się drzwi windy szpitalnej.
Pierwsza weszła Monique, z makijażem nałożonym zbyt pochopnie, ubrana w czarny płaszcz, który wydawał się
Wybrano do kamer. Gérard szedł za nimi z laską. Camille, idąca za nimi, miała opuchnięte oczy, ale niosła tę samą torbę, której użyła, wchodząc do domu Élise kilka godzin wcześniej.
Myśleli, że są tam, aby zidentyfikować Élise.
Myśleli, że Adrien odziedziczy.
Monique już szeptała:
„Najpierw zdobędziemy akt. Potem zadzwonimy do notariusza”.
Camille zapytała:
„A ubezpieczenie samochodu?”
„Później”.
Wtedy Camille zobaczyła Élise.
Jej torba zsunęła się z ramienia.
„Mamo…”
Monique szła dalej.
„Podnieś to”.
„Mamo”.
„Co teraz?”
Odwróciła głowę.
Na pięć sekund jej twarz zbladła.
„Élise?”
„Cześć, Monique”.
„Żyjesz…”.
„Przepraszam, że pokrzyżowałem ci plany”.