Sp. z o.o.
Na papierze właścicielem był emerytowany murarz. Nigdy nie udało nam się udowodnić nazwiska faktycznego kierownika.
Śledztwo zostało zamknięte z powodu braku dowodów. Dwóch świadków wycofało swoje zeznania. Księgowy zniknął w Austrii. Kilka miesięcy później zrezygnowałam ze służby po tym, jak mój mąż miał śmiertelny wypadek samochodowy na drodze, z której nigdy nie korzystał.
Nie twierdziłam, że te dwie sprawy są ze sobą powiązane.
Ale od tamtej pory nie wierzę w zbiegi okoliczności.
Data widoczna na zdjęciu to ten sam dzień, w którym siedemset milionów forintów zostało przelanych z jednego z kont Blue Danube Asset Management na fundację w Liechtensteinie.
Anna dowiedziała się tego, czego ja nie wiedziałam od dwunastu lat.
Wstałam, poszłam do szpitalnej łazienki, zamknęłam za sobą drzwi i wybrałam numer, którego nie dzwoniłam od ośmiu lat.
– Bálint Németh – wtrącił się ochrypły męski głos.
– Bálint, jestem Éva.
Po drugiej stronie linii zapadła cisza.
– Co się stało?
– Życie mojej córki jest w niebezpieczeństwie. Rodzina jej męża znęcała się nad nią. Anna odnalazła zaginione dokumenty ze sprawy Horvátha.
Bálint nie zapytał, czy jestem pewna.
– Gdzie jesteś?
– W Szent János.
– Nigdzie nie idź. Wyślę kogoś. A Évo… nie dzwoń do nich.
– Nie będę.
– Co chcesz zrobić?
Zobaczyłam swoją twarz w lustrze. Miałam pięćdziesiąt osiem lat, siwe włosy i nieprzespane oczy. Dla rodziny Horváthów byłam wiejską wdową prowadzącą małą firmę księgową w Segedynie.
Właśnie tak chciałam, żeby myśleli.
– Nic – powiedziałam. – Chcę, żeby prawo zrobiło swoje. Tym razem do końca.
Czterdzieści minut później przyjechał Bálint. Kiedyś pracowaliśmy razem, teraz kierował jednym z wydziałów stołecznych dochodzeń finansowych. Nie uściskał mnie. Postawił przede mną kawę i usiadł.
– Czy na telefonie Anny jest coś?
Podałem jej go. Urządzenie wymagało rozpoznania twarzy, aby je odblokować, ale Anna ustawiła mój odcisk palca jako dostęp awaryjny. Zrobiła to na początku ciąży.
Wśród notatek znaleźliśmy dokument zatytułowany po prostu: „W razie gdyby coś poszło nie tak”.
Hasłem była data urodzenia Anny.
Teczka zawierała zdjęcia umów, wyciągi bankowe, fałszywe świadectwa ukończenia studiów i odręczne notatki. Kilka plików zawierało również nagrania audio.
Na jednym z nagrań usłyszeliśmy głos Klary.
„Austriackie konto musi zostać przepisane przed narodzinami dziecka. Potem Márk nie będzie już miał nad nim wyłącznej kontroli”.
Márk odpowiedział nerwowo.
„Anna tego nie podpisze”.
„W takim razie podpisze. Albo lekarz stwierdzi, że nie można go potrącić z powodu ciąży”.
Na kolejnym nagraniu był mężczyzna, którego później zidentyfikowano jako prawnika rodziny.
– Potrzeba czegoś więcej, żeby ją objąć opieką.
Klára odpowiedziała chłodno.
– Będzie więcej.
Bálint przerwał nagranie.
– Kiedy mogło to zostać nagrane?
– Według akt, dwa tygodnie temu.
Moja ręka leżała na stole. Nie drżała, ale paznokcie wbijały się głęboko w dłoń.
Márk i Klára nie chcieli od Anny tylko pieniędzy. Po ślubie moja córka otrzymała mniejszościowy udział w jednej z rodzinnych firm projektowych, ponieważ wygrała duży państwowy kontrakt na remont z jej projektami architektonicznymi. Zgodnie z umową, jej udział miał trafić do dziecka w razie jej śmierci.
Jeśli jednak zostałaby uznana za ubezwłasnowolnioną, Márk mógłby zarządzać swoją częścią majątku.
Gdyby dziecko się nie urodziło, Márk odziedziczyłby wszystko.
Na końcu folderu znaleźliśmy krótki film. Anna stała w gabinecie willi i mówiła do kamery. Jej twarz była blada.
– Jeśli ktoś to widzi, prawdopodobnie już zorientował się, że zrobiłam kopię. Márk coraz częściej sprawdza mój telefon. Teściowa mówi, że za bardzo sobie wyobrażam, bo jestem w ciąży. Wczoraj zamknęli drzwi do sypialni od zewnątrz.
Przestał, bo usłyszał jakiś dźwięk na korytarzu.
– Nie mogłam wyjąć czerwonego segregatora. Jest pod podłogą w gabinecie, na lewo od kominka, pod trzecim parkietem. Myślę, że są tam też dowody wypadku taty.
Nie oddychałam.
Bálint spojrzał na mnie.
– Wiedziałaś o tym?
Pokręciłam głową.
Nagranie trwało.
– Mamo, nie przychodź tu sama. Wiem, że powiedziałaś, że zemsta niszczy tego, kto jej dokonuje. Nie chcę zemsty. Chcę tylko, żeby moje dziecko nie dorastało w tym domu.
Nagranie zostało przerwane po ostatnim zdaniu.
Bálint natychmiast zaczął dzwonić. Same dokumenty Anny potwierdzały podejrzenia o poważne przestępstwa gospodarcze. Z powodu ryzyka nadużyć, obrażeń zagrażających życiu i zniszczenia dowodów, prokuratura wszczęła przeszukanie i konfiskatę mienia jeszcze tego samego ranka.
Nie jeden telefon uruchomił system.
To dlatego, że Anna zbierała dowody od tygodni. Ja po prostu przekazałem je osobie, która wiedziała, co z nimi zrobić.
O ósmej dwadzieścia trzy rano Márk w końcu do mnie zadzwonił.
– Évo, gdzie jest Anna?
Mówił, jakby szukał gościa na późnej kolacji.
– W szpitalu.
Zapadła długa cisza.
– Co się z nią stało?
– Ty mi powiedz.
– Nie mam pojęcia, o czym mówisz. Wczoraj wieczorem pokłócił się z moją matką, a potem wyszedł. Był histeryczny.
W tle słyszałem głos Kláry.
– Nic mu nie mów!
Márk natychmiast zamilkł.
– W piątym miesiącu ciąży, wyszedł o świcie bez płaszcza? – zapytałam.
– Musiał upaść. Ostatnio jest zdezorientowany. Jego lekarz powiedział też, że jego hormony…
– Który lekarz?