Tego samego dnia, zamiast iść prosto do biura, Julien odwiedził instalatora systemów bezpieczeństwa w Boulogne. Kupił małą kamerę z czujnikiem ruchu i nagrywaniem dźwięku, ukrytą w lekkiej sowie leśnej. Poczuł ukłucie nienawiści do samego siebie, kładąc ją na półce w sypialni Noaha, między materiałową książką a pozytywką. Powtarzał sobie, że nie szpieguje żony. Powtarzał sobie, że chroni syna. Powtarzał sobie wszystkie te słowa, które mężczyzna powtarza sobie, gdy wciąż nie chce spojrzeć prawdzie w oczy.
Następnego ranka wyszedł jak zwykle.
Idąc podjazdem, zerknął w lusterko wsteczne. Hélène stała w oknie sypialni dziecka. Nie machała do niego. Uśmiechała się. Nie ten uprzejmy uśmiech, którym obdarzyła sąsiadów, ani ten, który rezerwowała do zdjęć z chrztu. Cienki, twardy, niemal triumfalny uśmiech.
Potem zatrzasnęła zasłony.
Julien pojechał na parking przed biurem, ale nie wysiadł z samochodu. Coś ścisnęło go w gardle. Został tam z wyłączonym silnikiem, z rękami na kierownicy.
O 8:17 zawibrował mu telefon.
Powiadomienie o ruchu.
Otworzył aplikację.
Drzwi sypialni otworzyły się gwałtownie. Hélène weszła niczym powstrzymana burza. Cała jej publiczna delikatność zniknęła. Jej twarz była napięta, oczy zimne, usta zaciśnięte z nienawiścią, o której istnieniu Julien nie miał pojęcia.
Camille siedziała w bujanym fotelu, Noah w jej ramionach. Dziecko płakało, z czerwoną twarzą i szeroko otwartymi ustami. Camille powtórzyła cicho:
„Cicho, kochanie… cicho… Mama jest tutaj…”
Hélène zatrzasnęła za sobą drzwi.
„Znowu doprowadzasz go do histerii”.
Camille spojrzała przestraszona w górę.
„Chyba ma gorączkę. Chcę zadzwonić do pediatry”.
„Nikogo nie wezwiesz”.
„Hélène, proszę…”
„Nie mów tak do mnie w domu mojego syna”.
Głos Camille drżał.
„To też mój dom”.
Cisza, która zapadła, była przerażająca.
Hélène powoli podeszła.
„Twój dom? Nie zapłaciłaś za nic. Nosisz ubrania kupione za pieniądze Juliena, śpisz w pościeli opłaconej przez Juliena, jesz przy stole opłaconym przez Juliena i śmiesz nazywać go „moim domem”?”
Camille spuściła wzrok.
„Nie chcę się kłócić. Noah nie czuje się dobrze”.
„Noah byłby w pełni zdrowy, gdyby miał kompetentną matkę”.
Julien poczuł, jak zapiera mu dech w piersiach.
Camille próbowała wstać z dzieckiem. Hélène niemal szarpnęła ją z drogi, złapała za kosmyk włosów i odchyliła jej głowę do tyłu.
Noah krzyknął głośniej.
„Patrz na mnie, kiedy do ciebie mówię”.
Camille zamknęła oczy. Nie krzyczała. Nie broniła się. Łza spłynęła po jej policzku, powoli i bezgłośnie, jakby jej ciało nauczyło się, że walka tylko przedłuża ból.
W tym momencie Julien zrozumiał, że to nie pierwszy raz.
W jego samochodzie, na środku parkingu przed biurowcem, cały jego świat legł w gruzach.
Hélène puściła Camille z pogardliwym gestem.
„Gdyby Julien wiedział, jaki jesteś bezużyteczny, już by zażądał rozwodu”.
„Kocha mnie” – mruknęła Camille.
Hélène zadrwiła.
„Podoba mu się idea porządnej rodziny. Nie daj się zwieść”.
Potem wzięła małą buteleczkę
Tabletki.
Julien pochylił się nad ekranem, a serce waliło mu tak mocno, że słyszał krew w uszach.
„Bierzesz to” – powiedziała Hélène.
„Nie. To mnie mdli”.
„To cię uspokaja. A kiedy jesteś spokojny, przynajmniej nie przynosisz wszystkim wstydu”.
„To nie moja metoda”.
„Myślisz, że ktokolwiek uwierzy kobiecie, która płacze całymi dniami?”
Camille odchyliła się w fotelu, Noah wtulił się w nią.
„Nie zmuszaj mnie”.
Hélène się uśmiechnęła.
„Nigdy nie muszę się zmuszać na długo”.