Słuchałem z gabinetu, podczas gdy Sophia spała na górze pod opieką lekarza.
Głos Victora wypełnił głośnik.
„Ona jest nikim” – powiedział. „Bogata wdowa bawiąca się w sędziego”.
Rachel spojrzała na mnie przez zaszyfrowaną rozmowę.
„On nie wie?”
„Nie”.
„O twojej nominacji?”
„Nie”.
Rachel odetchnęła.
„Margaret, jesteś sędzią federalnym, która podpisała nakaz. Groził córce kobiety nadzorującej drogę prawną do jego upadku”.
Spojrzałem na rodzinne zdjęcie na biurku – dwunastoletnia Sophia, uśmiechnięta, z wstążką z okazji debaty w dłoni.
Victor pomylił uprzejmość z łagodnością.
Mężczyźni tacy jak on zawsze tak robili.
Tego wieczoru wysłał ostatniego SMS-a.
Ostatnia szansa. Wyrzuć ją, albo spalę ci życie.
Wpisałem trzy słowa.
Chodź i spróbuj.
Victor przyjechał o północy czarnym SUV-em, dwoma prawnikami i…
pewność siebie mężczyzny wchodzącego do domu, który, jak mu się wydawało, kontroluje.
Tym razem wpuściłam go.
Sophia stała obok mnie w prostej białej szacie, z ręką na brzuchu. Jej siniaki pociemniały, ale broda już jej nie drżała.
Victor uśmiechnął się do niej.
„Kochanie” – powiedział cicho – „narobiłaś sporo kłopotów”.
„Nie nazywaj mnie tak” – odparła Sophia.
Jeden z jego prawników podszedł bliżej.
„Pani Hale jest ewidentnie w kryzysie emocjonalnym. Jesteśmy gotowi złożyć wniosek o ustanowienie kuratora w trybie doraźnym”.
Zaśmiałam się raz.
Victor spojrzał na mnie.