Zamiast kontynuować kłótnię, zakończyłem rozmowę i ponownie skupiłem się na laptopie. Po chwili na ekranie pojawiło się zaszyfrowane oprogramowanie. Dla większości ludzi wyglądałoby to jak niezrozumiały zbiór symboli i menu technicznych, ale dla mnie było to jak ponowne otwarcie drzwi, które celowo zamykałem na klucz przez trzy dekady.
Zacząłem szukać czegokolwiek związanego z ruchami Lucasa tamtej nocy. Jeśli Leo mówił prawdę, to Penelope po prostu nie zniknęła. Coś się wydarzyło między północą a trzecią nad ranem i jeśli coś się wydarzyło, to gdzieś zostaną ślady.
Na zewnątrz światła reflektorów przecinały deszcz, a Lucas niecierpliwie przechadzał się w pobliżu bramy. Szeryf Hammond co chwila zerkał na zegarek, wyraźnie pragnąc, żeby sytuacja się rozwiązała, zanim się skomplikuje. Wewnątrz na moim ekranie powoli zaczęły pojawiać się informacje.
Na wyświetlaczu przewijały się rejestry nieruchomości, rejestry kamer drogowych, dane o śledzeniu pojazdów i informacje z sieci bezpieczeństwa. Większość z nich wydawała się na pierwszy rzut oka zwyczajna, ale jeden konkretny zapis przykuł moją uwagę. SUV Lucasa dotarł do opuszczonej mariny nad rzeką Kolumbia krótko po północy i pozostał tam przez prawie czterdzieści pięć minut.
Wpatrywałem się w ekran, czując, jak zimno ściska mi żołądek. Marina była zamknięta od lat po pożarze, który zniszczył kilka doków, i prawie nikt już tam nie zaglądał. Cokolwiek Lucas robił tam w środku burzy, z pewnością nie było to normalne.
Zanim zdążyłem zbadać sprawę, na ekranie pojawił się kolejny alert. Kamera bezpieczeństwa w pobliżu zarejestrowała moment, w którym SUV Lucasa opuszczał marinę, ale pokazała też drugi pojazd nadjeżdżający
Niedługo potem. Tablica rejestracyjna należała do firmy budowlanej, którą Lucas potajemnie posiadał za pośrednictwem spółki zależnej.
Wzór natychmiast przykuł moją uwagę. Lucas nie po prostu udał się w jakieś nietypowe miejsce. Skoordynował się z kimś innym.
Cierpliwość ludzi czekających na zewnątrz w deszczu w końcu się wyczerpała. Gwałtowny huk przerwał ciszę, gdy przednia szyba eksplodowała, rozrzucając potłuczone szkło po podłodze salonu. Deszcz i wiatr wpadły do środka, a promienie latarki przecinały ciemność.
Kilka sekund później drzwi wejściowe roztrzaskały się pod wpływem kolejnych uderzeń i w końcu otworzyły się z hukiem. Szeryf Hammond wszedł pierwszy, a za nim dwóch zastępców. Lucas wszedł do środka zaraz za nimi, przemoczony po burzy i w niczym nie przypominający eleganckiego biznesmena, którego podziwiało miasto.
Jego drogi garnitur był przemoczony, włosy opadały mu na czoło, a starannie kontrolowany wizerunek publiczny, który zazwyczaj utrzymywał, zniknął. Jakakolwiek pewność siebie, z jaką przyjechał, zaczęła pękać.
„Gdzie jest mój syn?” – zapytał.
Policjanci omiatali pokój latarkami, aż znaleźli mnie stojącego przy kuchennej wyspie. Przez kilka sekund nikt się nie ruszył. Scena, która się przed nimi rozgrywała, ewidentnie nie była taka, jakiej się spodziewali.
„Pani O’Malley” – powiedział ostrożnie Hammond – „musimy wiedzieć, gdzie jest Leo”.
„Jest bezpieczny” – odpowiedziałem.
Lucas natychmiast zrobił krok naprzód. „Bezpieczny?” – warknął. „Zabraliście mi go”. Oskarżenie zabrzmiało słabo nawet w jego uszach i wszyscy w pomieszczeniu zdawali się je rozumieć.
„Przyszedł tu, bo się bał” – powiedziałem. „Wiesz o tym”.
Przez ułamek sekundy w pokoju zapadła cisza. Lucas najpierw odwrócił wzrok i ta drobna reakcja powiedziała mi więcej niż jakakolwiek odpowiedź. Nie bał się mnie. Bał się tego, co Leo mógł już ujawnić.
„Przeszukajcie dom” – rozkazał Lucas.
Jeden z zastępców ruszył w stronę korytarza, ale zanim zdążył zrobić kolejny krok, obróciłem ekran laptopa w stronę szeryfa Hammonda. „Zanim ktokolwiek pójdzie dalej” – powiedziałem spokojnie – „powinien pan to sprawdzić”.
Szeryf zmarszczył brwi i podszedł bliżej. Kiedy przeglądał rejestry pojazdów i znaczniki czasu, pewność siebie powoli znikała z jego twarzy. Zastępcy wymienili niespokojne spojrzenia, a wyraz twarzy Lucasa twardniał z każdą sekundą.
„Na co właściwie patrzę?” – zapytał w końcu Hammond.
„Oś czasu” – odpowiedziałem. „Taką, która umieszcza Lucasa w miejscu zupełnie innym niż to, w którym twierdził, że był, kiedy moja córka zniknęła”.
W pokoju znów zapadła cisza. Deszcz wciąż lał się przez wybite okno, a woda rozlewała się po podłodze. Po raz pierwszy tej nocy Lucas nie wyglądał już na człowieka, który ma wszystko pod kontrolą.
Wtedy telefon satelitarny na blacie zawibrował.
Zerknąłem na ekran i natychmiast rozpoznałem dzwoniącego. Czekająca na mnie wiadomość była krótka, ale zmieniła wszystko.
Telefon Penelope właśnie został znaleziony.