O 10:41 Elaine przyjechała do naszego domu, niosąc pudełko z ciastkami i mając na sobie za duże okulary przeciwsłoneczne.
„Przyniosłam muffinki” – powiedziała.
Marcus zesztywniał. „Dlaczego tu jesteś?”
Elaine skrzywiła się. „Tylko z wizytą”.
Spojrzałam z jednego na drugiego, a potem uśmiechnęłam się, jakbym nic nie wiedziała.
„Właściwie, Elaine, mogłabyś mi w czymś pomóc?”
Wzrok Marcusa powędrował w moją stronę.
Uniosłam kluczyki do Lexusa.
„Spóźnię się” – powiedziałam cicho. „Zapomniałam, że obiecałam podrzucić datki do schroniska dla kobiet. W bagażniku są dwie torby. Mogłabyś wziąć mój samochód? Marcus może mnie zawieźć do kancelarii prawnej”.
Elaine zbladła.
Marcus mówił za szybko. „Nie. Weź mój samochód”.
Przechyliłam głowę.
„Dlaczego? Mój ma więcej miejsca”.
Przez kilka sekund nikt się nie ruszył.
Potem Elaine wyciągnęła rękę i wzięła kluczyki.
„Zrobię to ja” – wyszeptała.
Marcus poszedł za nią na zewnątrz. Przez okno obserwowałam, jak kłócą się przy Lexusie. Elaine odepchnęła jego rękę. Złapał ją za nadgarstek. Wyrwała się, wsiadła do samochodu i odjechała.
Trzy godziny później zadzwonił telefon Marcusa.
Odebrał.
A potem krzyknął.
Nie jak człowiek w żałobie.
Jak przestraszony.
CZĘŚĆ 2
Marcus zatoczył się do tyłu, strącając kubek z kawą z kuchennej wyspy. Roztrzaskał się o kafelki, rozlewając brązową ciecz po podłodze.
„Co się stało?” zapytałam.
Spojrzał na mnie, jakbym pojawiła się znikąd.
Słyszałam strzępki męskiego głosu w telefonie.
Wypadek.
Możliwa awaria samochodu.
Szpital St. Mary’s.
Stan krytyczny.
Marcus opadł na krzesło, zakrywając usta dłonią.
„Elaine” – powiedział.
Trzymałam się blatu, nie dlatego, że byłam w szoku, ale dlatego, że musiałam wyglądać na wstrząśniętą.
„A co z Elaine?”
„Rozbiła się” – powiedział łamiącym się głosem. „Rozbiła twój samochód”.
Pozwoliłam ciszy się przeciągnąć.
Potem wyszeptałam: „Mój samochód?”
Uniósł wzrok.
I wtedy zrozumiał.
Nie wszystko.
Nie ukryta kamera w garażu. Nie nagranie, które już wysłałam. Nie spotkanie, które po cichu przełożyłam na czwartą. Nie e-mail czekający w skrzynce odbiorczej mojego prawnika z tematem: Gdyby coś mi się stało.
Ale zrozumiał.
Pobiegł w stronę korytarza.
„Marcus?” zapytałam.
Zatrzymał się.
„Dokąd idziesz?”
„Do szpitala.”
„Oczywiście” powiedziałam. „Zadzwonię na policję i powiem, że jedziemy.”
Jego twarz zbladła.
„Nie” powiedział. „Żadnej policji.”
Podniosłam telefon.
Szybko ruszył w moją stronę, ale ja już się cofnęłam.
Po raz pierwszy od jedenastu lat widziałam go bez maski męża. Jego dobroć zawsze wydawała się delikatna. Teraz zdałam sobie sprawę, że skrywała coś ostrego.
„Nie” powiedział.
„Dlaczego nie?”
Zacisnął szczękę.
„Bo będą zadawać pytania”.
„Tak” – powiedziałem. „Będą”.
Zanim zdążył podejść bliżej, zadzwonił dzwonek do drzwi.
Marcus zamarł.
Przez boczną szybę zobaczyłem dwa radiowozy na zewnątrz.
Nie przyjechały z powodu wypadku Elaine.
Przyjechały, bo zadzwoniłem do nich o 7:06 rano, po wysłaniu nagrania z garażu detektyw Laurze Kendr.
Fuj, detektyw, której mój wujek kiedyś pomagał w programie charytatywnym. Powiedziałam jej, że moim zdaniem mąż majstrował przy moim samochodzie.
Powiedziała mi, żebym się z nim nie kłóciła.
Powiedziała, żebym została tam, gdzie ludzie mnie widzą.
Powiedziała, żebym pozwoliła mu wykonać następny ruch.
Marcus spojrzał w stronę tylnych drzwi.
Powiedziałam cicho: „Mają już nagranie”.
Odwrócił się wtedy do mnie, naprawdę się odwrócił, a strach w jego oczach przerodził się w nienawiść.
„Dałaś jej kluczyki” – wyszeptał.
Nie odpowiedziałam.
Bo Elaine nie była niewinna.
Stała w tym garażu. Słyszała już wystarczająco dużo. Bała się, ale go nie powstrzymała. Kiedy wręczyłam jej kluczyki, dałam jej ostatnią szansę, żeby powiedziała prawdę.
Wybrała milczenie.
Detektyw Laura Kendrick weszła pierwsza, a za nią dwóch umundurowanych funkcjonariuszy. Jeden pozostał przy drzwiach wejściowych. Drugi poruszył się na tyle, by zablokować drogę na tyły.
Marcus to zauważył.
Jego ramiona opadły.
„Marcus Vane?” zapytał detektyw Kendrick.
„Moja siostra jest w szpitalu” – powiedział.
„Wiem”.
„Muszę do niej pójść”.