Cicho zeszedłem na dół. Ojciec już otworzył drzwi. Dwóch mężczyzn w ciemnych garniturach stało pod lampą na ganku – bez dwóch zdań federalni. Jeden z nich miał legitymację, a drugi automatycznie skanował teren. Obaj wyglądali poważnie. Tata spojrzał na mnie. „Przyszli po ciebie”. Starszy agent zrobił krok naprzód. „Pułkownik Hayes?” „Tak”. „Musimy natychmiast porozmawiać na osobności”. Każdy instynkt się wyostrzył. „Co się stało?” Agenci wymienili spojrzenia. „Doszło do włamania”.
Przeszedł mnie dreszcz. „Jakiego włamania?” „Szczegóły omówimy podczas transportu”. Ojciec wyglądał na zdezorientowanego. „Transport?” Odezwał się młodszy agent. „Proszę pani, pani nazwisko zostało wczoraj publicznie wymienione w związku z tajnymi identyfikatorami operacyjnymi”. Zrozumiałem natychmiast. Viper. Wujek Grant. Do diabła. „Ujawnienie danych uruchomiło wewnętrzne protokoły kontroli” – kontynuował starszy agent. „I być może coś jeszcze”. „Co jeszcze?” Kolejna pauza. „Trzy godziny temu ktoś uzyskał dostęp do zarchiwizowanych plików związanych z Operacją Viper”.
Świat się zawęził. Operacja Viper nie była jedynie tajna. Był zakopany, oddzielony, zamknięty za poziomami, których większość oficerów nigdy nie dotykała. Nikt nie miał dostępu do tych akt przez przypadek. „Kto?” zapytałem cicho. „Jeszcze nie wiemy”. Ta odpowiedź przeraziła mnie bardziej niż pewność. Młodszy agent podał mi zabezpieczony telefon. „Twój dowódca poprosił o natychmiastowy kontakt”. Odebrałem i po jednym sygnale usłyszałem znajomy głos. „Rebecca”. Generale Morrison. Co oznaczało, że sprawa jest poważna. Bardzo poważna.
„Proszę pana”. „Gdzie pan dokładnie jest?” „Savannah. W domu moich rodziców”. „Zostań z agentami. Nie rozdzielajcie się”. Mój puls przyspieszył. „Proszę pana, co się dzieje?” Cisza. Potem powiedział: „Uważamy, że ktoś mógł wykorzystać wczorajsze narażenie, aby pana zidentyfikować”. W pomieszczeniu zrobiło się zimniej. Za mną ojciec wyglądał na coraz bardziej zaniepokojonego. „Zidentyfikować mnie za co?” Kolejna pauza. Potem generał cicho odpowiedział: „Odwet”.
Podróż na lotnisko wojskowe Hunter miała miejsce przed wschodem słońca. Nikt się nie odzywał. Agenci przez całą drogę pozostawali w gotowości, obserwując lustra, monitorując łączność, sprawdzając skrzyżowania. Natychmiast rozpoznałem postawę. Zachowanie ochronne. To oznaczało, że zagrożenie było realne. W połowie drogi mój bezpieczny telefon zawibrował z wiadomością od wujka Granta. *Przepraszam.* Zanim zdążyłem odpowiedzieć, pojawiła się kolejna wiadomość. *Nie miałeś być widoczny.*