Nic nie boli bardziej niż uświadomienie sobie, że zmarnowałaś czas, żywiąc niewłaściwe emocje.
Usiadłam przy łóżku i spojrzałam na dłoń Luke’a. Teraz cieńszą, ale wciąż jego. Tę samą dłoń, która podawała mi łyżki do degustacji w kuchni. Tę samą dłoń, która podtrzymywała rower Milesa, zanim w końcu ją puściła. Dotknęłam go ostrożnie. Był jeszcze ciepły.
Rozpłakałam się tak mocno, że ledwo mogłam oddychać. Kiedy w końcu udało mi się przemówić, wyszeptałam: „Jak długo?”.
Patricia odpowiedziała ochrypłym, łamiącym się głosem. „Może tygodnie”.
Powieki Luke’a zadrżały słabo. Powoli, z bólem, otworzył oczy i spojrzał na mnie, jakby myślał, że zniknę, jeśli za mocno zamruga. Łzy natychmiast napłynęły mu do oczu.
„Laurel?”
„Jestem tutaj”.
Znów zamknął oczy, a jedna łza spłynęła mu po linii włosów. „Przepraszam”.
„Wiem dlaczego” – wyszeptałam przez łzy. „Wciąż nienawidzę tego, co zrobiłeś”.
Słabo skinął głową. „Powinnaś”.
„Nie. Powinnam była znać prawdę”.
Luke płakał cicho, jakby przepraszał za zajmowanie miejsca. „Myślałem” – wyszeptał, zatrzymując się na chwilę, „że jeśli będziesz mnie wystarczająco nienawidzić, będziesz miał szansę”.
„Nie możesz decydować o moich szansach”.
„Wiem”.
„To też było moje życie”.
Kiedy w końcu zostaliśmy sami, zadał pytanie, które, jak wiedziałam, czekało tam od dawna.
„Miles?”