Marek wyszedł do przedpokoju, ale cienkie ściany mieszkania nie były w stanie ukryć jego napiętego głosu. — Powiedziałem, że sprawa zostanie zamknięta w tym tygodniu… Nie, nie trzeba tu przyjeżdżać… Rozumiem warunki. Anna stała bez ruchu, ściskając w ręce kopię wniosku. Beata nie udawała już słabości: jej twarz stała się ostra i zła. — Nie waż się podsłuchiwać cudzych rozmów — syknęła. — W swoim domu mam prawo słyszeć wszystko, co się dzieje — odparła Anna. — Zwłaszcza gdy chodzi o mój dom. Marek wrócił po minucie. Miał przekrzywiony krawat, a jego zwyczajna pewność siebie zniknęła bez śladu. — Aniu, porozmawiajmy spokojnie. — Przecież rozmawiamy spokojnie. Wyjaśnisz, gdzie poszły pieniądze ze sprzedaży mieszkania twojej matki i dlaczego bank dzwoni do ciebie do mojego przedpokoju. Przesunął dłonią po twarzy. — Pojawiły się u mnie przejściowe trudności. — Jakie dokładnie? — Firma zmienia strukturę. Kilka kontraktów nie doszło do skutku. Zainwestowałem w jeden projekt, liczyłem, że szybko odzyskam pieniądze, ale wspólnik mnie zawiódł. — Wziąłeś kredyt? Marek milczał. — Marku, wziąłeś kredyt? — Nie jeden — odpowiedziała za niego Beata. — I nie patrz tak, jakby był przestępcą. Chciał dla nas jak najlepiej! Chciał otworzyć własną firmę, żeby nie zależeć od szefostwa. Anna poczuła, jak robi jej się zimno w środku.
— A sprzedane mieszkanie? — Część pieniędzy poszła na spłatę pilnego długu — przyznał niechętnie Marek. — Reszta… miała nam pomóc przeczekać ten czas. — „Przeczekać” gdzie? W moim mieszkaniu? — W naszej rodzinie — odparł ostro. — Za tydzień będziemy mężem i żoną. Nie rozumiem, dlaczego mówisz tak, jakbym był obcym człowiekiem. — Bo obcy człowiek nie przestawia mebli w moim gabinecie i nie przygotowuje za moimi plecami dokumentów dotyczących mojego majątku. — Te dokumenty były tylko formą zabezpieczenia! — Marek podniósł głos. — Gdyby coś ci się stało, gdyby twój były mąż albo syn zaczęli czegoś żądać… — Stop. Anna podniosła dłoń. Nie krzyczała, a właśnie dlatego Marek urwał. — Nie mieszaj do tego Leona. Mój syn nie musi usprawiedliwiać się z tego, że ma matkę i miejsce w jej domu. I nie waż się nazywać zabezpieczeniem próby przywłaszczenia sobie tego, na co pracowałam latami. Beata zrobiła krok naprzód. — Jaka ty jesteś okrutna! Marek tyle dla ciebie zrobił, a ty nie potrafisz wpuścić starszej kobiety do wolnego pokoju! — Ten pokój nie jest wolny. I nie chodzi o pokój.