Nagle zapadła cisza.
Elise powoli odstawiła kieliszek.
„Słucham?”
„Twoja pensja nie pokrywa nawet takich wydatków w ciągu miesiąca. Gdzie więc są pieniądze?”
Na twarzy Elise pojawił się okrutny uśmiech.
„Naprawdę chcesz rozmawiać o pieniądzach, prawda? O królowej bonów żywieniowych i płaszczy w obniżonych cenach?”
Wujek Alain prychnął szyderczo. Gérard, ich ojciec, pokręcił głową, jakby Claire właśnie zachowała się niegrzecznie wobec gości.
„Zawsze czepiasz się szczegółów” – mruknął. „Sukces twojej siostry doprowadza cię do szału”.
Claire nie odpowiedziała. Ale kiedy poszła do kuchni pomóc matce, zobaczyła otwartą torbę Elise obok ekspresu do kawy. W środku, wśród szminek i zmiętych paragonów, wystawały trzy karty bankowe.
Jej.
Visa Premier z jej banku. Mastercard, którą trzymała na podróże. Karta awaryjna, której nigdy nie używała.
Żołądek ścisnął jej się tak mocno, że musiała oprzeć rękę na zlewie.
Elise pojawiła się za nią.
„Szukasz teraz?”
Claire odwróciła się, blada.
„To moje karty”.
Elise wzruszyła ramionami.
„Udowodnij”.
„Wszedłeś do mojego domu?”
„Dałeś mi zapasowy komplet kluczy podczas rozwodu. To nie moja wina, że zapominasz, komu ufasz”.
„Ukradłeś 31 000 euro”.
Elise podeszła, jej słodkie perfumy niemal zagłuszyły zapach kawy.
„Nie. Pożyczyłam od kogoś, kto nie wie, co robić ze swoimi pieniędzmi. Żyjesz jak staruszka przedwcześnie. Przynajmniej ja wiem, jak żyć”.
Clise wróciła do salonu z telefonem w dłoni i otwartymi wyciągami bankowymi. Kwoty przesuwały się jak rany po nożu: 9420 euro, 14 980 euro, 7300 euro, restauracje, hotel, sklepy, kasyno.
„Elise, oddasz to natychmiast”.
Jej siostra wybuchnęła śmiechem.
„A co? Wypełnisz formularz w swoim małym biurze?”