Wyciągnęła niebieski wisiorek, przypominający szafir, i starą, pożółkłą kopertę, starannie ukrytą.
Jej palce zamarły.
To nie było jej.
Nie mogła go dotknąć.
Ale nie mogła też go tam zostawić.
A najgorsze: bała się, że posądzą ją o kradzież.
Więc schowała go… drżąc.
Tej nocy dom był dziwnie pusty.
Na polecenie Daniela nianie wyszły wcześniej.
Zostało tylko to, co niezbędne.
I Lidia, z dziećmi w pobliżu, tak jak prosiły.
Kiedy Klara weszła do salonu i zobaczyła w kącie trzy przenośne łóżeczka, jej twarz natychmiast się zmieniła.
Jakby ktoś wlał jej ocet do ust.
„Co to jest?” wyrzuciła z siebie, nawet nie mówiąc „cześć”.
Lidia przełknęła ślinę.
„Don Daniel prosił, żeby dzieci były dziś wieczorem blisko”.
Klara rzuciła torebkę na krzesło.
Przewróciła oczami.
Nalała sobie wina, jakby to był jej własny dom.
„Jesteś sprzątaczką, prawda?”
„Tak, proszę pani”.
„Słuchaj uważnie: nie masz prawa nic mówić”.
I skinęła głową w stronę dzieci.
„A te małe rzeczy… wszystko psują”.
Wszystkie trzy zaczęły płakać niemal jednocześnie.
Płakały z głodu, z senności, z powodu niemowląt.
Clara zakryła uszy.
Nie z powodu wrażliwości.
Z irytacji.
„Jakież to okropne!”
„Wyjdę za niego za mąż, a nie przez ten hałas.”
Lidia poczuła ucisk w żołądku.
Clara podeszła do stołu, wzięła kieliszek i przemówiła lodowatym chłodem.
„Jak tylko podpiszę papiery, te dwie wyjadą gdzieś indziej z nianiami.”
„Gdzieś daleko stąd.”
„Gdzieś, gdzie nie będą nam przeszkadzać.”
Pod stołem Daniel zacisnął pięści tak mocno, że wbił paznokcie.
A potem stało się najgorsze.
Nico, najmłodszy, zakrztusił się szlochem.
Ten dziwny, stłumiony dźwięk, który alarmuje bez ostrzeżenia.
Lidia zareagowała natychmiast.
Podniosła go.
Ułożyła go ostrożnie, delikatnie przesuwając.
Pogłaskała go delikatnie, tak jak ją nauczono.
Klara podskoczyła, wściekła.
I bez wahania spróbowała wyrwać jej dziecko z rąk.
„Daj mi to!” krzyknęła. „Źle to robisz!”
Lidia cofnęła się o krok.
I po raz pierwszy odkąd weszła do tego domu, odezwała się stanowczym głosem.
„Nie dotykaj ich”.
To wszystko.
Cztery słowa.
Ale twarz Klary eksplodowała wściekłością.
„Jak możesz tak do mnie mówić?”
„Zwolnię cię”.
„Pozwę cię”.