„A ile razy zgłaszała pani takie traktowanie?”
Roberto powoli odwrócił się w jej stronę.
Lupita zawahała się.
„Kilka”.
„Komu?”
Spojrzała na kierownika.
„Do działu kadr. Do przełożonych. Do każdego, kto zechce wysłuchać”.
Mimika Roberta się ściągnęła.
„Nie przypominam sobie żadnych oficjalnych raportów”.
Lupita otworzyła usta, ale się powstrzymała.
Alejandro zrozumiał. Nie chodziło o strach przed kłamstwem. Chodziło o strach przed powiedzeniem prawdy w obecności tych, którzy mogliby ją ukarać.
„Jutro o 8:00” – powiedział Alejandro – „chcę mieć na biurku wszystkie wewnętrzne raporty i raporty ze skarg gości z ostatnich 12 miesięcy. Bez filtrów”.
Roberto skinął głową.
Patricia zaczęła płakać.
Karla już na nikogo nie patrzyła.
Alejandro wziął wazon, który trzymała Lupita, ale ona go jeszcze nie puściła.
„Przepraszam pana” – powiedziała cicho. „Nie za nich. Za hotel. Żadna mała dziewczynka nie powinna przyjść zaspana i zastać tego”.
Valentina, półprzytomna, mruknęła:
„Moja mama zawsze mówiła, że nie powinno się zostawiać kwiatów ze smutkiem”.
Alejandro poczuł, jak serce mu się kraje.
Lupita starannie ułożyła róże w wazonie.
Widząc ten gest, Alejandro podjął decyzję, która odmieniła życie wszystkich w Gran Reforma.
Ale zanim zdążył to powiedzieć, Roberto otrzymał wiadomość na komórkę.
Przeczytał to, co zobaczył na ekranie i zamarł.
Ktoś napisał
Raporty zostały usunięte.
CZĘŚĆ 3
„Kto usunął raporty?” zapytał Alejandro.
Roberto nie odpowiedział.
Telefon komórkowy drżał mu w dłoni.
Patricia nagle przestała płakać. Karla wpatrywała się w wejście dla obsługi, jakby obliczała, ile czasu minie, zanim zniknie.
Lupita się nie poruszyła.
Valentina ponownie zasnęła, oparta o ramię ojca, nieświadoma dorosłego wstydu, który wypełniał hol niczym dym.
„Roberto” – powiedział Alejandro – „zadałem ci pytanie”.
Kierownik przełknął ślinę.
„System pokazuje, że dziś po południu z konta administracyjnego usunięto kilka plików”.
„Którego konta?”
Roberto zamknął na chwilę oczy.
„Mojego”.
Cisza była gorsza niż krzyk.
„Nie usunąłem ich” – powiedział szybko. „Moja sesja czasami pozostaje otwarta w biurze”.
Alejandro spojrzał na niego z głębokim smutkiem.
„Więc oprócz tego, że pozwoliłeś na złe traktowanie, pozwoliłeś komukolwiek manipulować poufnymi informacjami?”
Roberto spuścił głowę.
Lupita zacisnęła usta. Na jej twarzy malowała się mieszanka zmęczenia i rezygnacji, jakby ta scena wcale jej nie zaskoczyła.
„Lupito” – powiedział Alejandro – „masz coś?”
Uniosła wzrok.
Patricia natychmiast wskazała na nią palcem.
„Nie możesz mieć żadnych dokumentów hotelowych!”
„Nie mam żadnych poufnych dokumentów” – odpowiedziała Lupita. „Mam kopie moich raportów. Tych, które sama składałam. Z datami. Z nazwiskami. Z odpowiedziami”.
Karla nerwowo się zaśmiała.
„Oczywiście, sprzątaczka też jest teraz detektywem”.
Alejandro odwrócił się do niej.
„Jeszcze jedno słowo i opuścisz ten hotel pod eskortą”.
Karla zamilkła.
Lupita sięgnęła do kieszeni kamizelki i wyciągnęła stary telefon komórkowy z pękniętym ekranem.
„Mój syn nauczył mnie fotografować wszystko” – powiedziała. „Bo kiedyś potrącili mi trzy dniówki z pensji za skargę, którą faktycznie złożyłam, a potem powiedzieli, że ona nigdy nie istniała”.
Otworzyła teczkę.
Były tam zdjęcia podpisanych formularzy. Wydrukowane e-maile. Zrzuty ekranu wiadomości. Daty. Imiona gości. Komentarze pracowników. Zignorowane skargi.
Alejandro poczuł głęboki wstyd.
Nie za to, że został źle potraktowany tamtej nocy.
Ale za to, że jego firma, ta, którą chwalił się budować na szacunku, zmusiła pracownicę do obrony, jakby prawda była przestępstwem.
„Prześlij mi wszystko” – powiedział.
„Tak, proszę pana”.
„I nie mów do mnie dziś wieczorem „proszę pana”. Mów mi Alejandro”.
Lupita zawahała się.
„Dobrze… Alejandro”.
Roberto zdawał się coraz bardziej zamykać w sobie.
„Będę współpracował przy kontroli” – powiedział.
„Nie” – odpowiedział Alejandro. „Oddasz swój komputer, dane logowania i klucze do biura. Od tej chwili jesteś zawieszony w prawach, dopóki nie zostanie to zbadane”.
Patricia zakryła usta.
„Zawieszony? Ale on…”
„Wy też” – powiedział Alejandro. „Wynocha z recepcji. Dział kadr porozmawia z tobą jutro. Dziś wieczorem nie będziesz się z nikim spotykać”.
Patricia wybuchnęła płaczem.
„Mam dzieci”.