CZĘŚĆ 2
Dwa dni wcześniej w domu Allison na północnych przedmieściach Chicago panowała taka cisza, że słyszała cichy szum wentylatora laptopa.
Jej mąż, Evan Whitaker, przygotowywał się do podróży do Nowego Jorku. Pracował w dziale przejęć korporacyjnych – kariera, którą budował na nocnych telefonach, garniturach szytych na miarę i czujnym spojrzeniu podczas bezlitosnych negocjacji. Tego ranka stał na skraju ich łóżka, wkładając złożone koszule do czarnej walizki, podczas gdy Allison opierała się o drzwi z kubkiem kawy w dłoni.
„Wyślij mi SMS-a, jak wylądujesz” – powiedziała.
Evan się uśmiechnął. „Zawsze to robię”.
Przeszedł przez pokój i pocałował ją w czoło. Byli małżeństwem od trzech lat, wystarczająco długo, by Allison rozpoznała zmarszczkę, która pojawiała się między jego brwiami za każdym razem, gdy coś go niepokoiło.
Tego ranka była tam.
„Moja mama znowu dzwoniła wczoraj wieczorem” – przyznał.
Allison lekko zamarła. „W jakiej sprawie?”
„Mówi, że chce, żeby między wami było lepiej”.
Allison zaśmiała się cicho, bez cienia rozbawienia. „To by wymagało, żeby twoja matka przestała traktować mnie jak pracownika sezonowego”.
Evan się wzdrygnął. „Wiem, że jest trudna”.
„Trudno jest, kiedy ktoś zapomina o zamówionej przez ciebie kawie. Twoja matka kiedyś powiedziała twojej kuzynce, że jestem „ładna jak na kobietę pracującą online”, jakby mój biznes to było stoisko z lemoniadą”.
„Allie”.
To przezwisko sprawiło, że zmiękła.
Evan wyglądał na naprawdę wyczerpanego. „Po prostu nienawidzę tego, że moja rodzina i żona nie mogą siedzieć w jednym pokoju bez napięcia”.
Allison milczała.
Kochała Evana. Nie podobało jej się to, jak poświęcił życie na łagodzenie każdej rany, jaką zadały Vivian i Brooke. Uważał, że pokój to coś, co należy podtrzymywać. Allison nauczyła się, że pokój to coś, czego należy bronić.
Po wyjeździe Evana na lotnisko Allison wróciła do swojego biura. Jej internetowy butik z pomysłu na pokój gościnny przerodził się w luksusową firmę modową wartą siedem cyfr. Musiała skontaktować się z dostawcami, sprawdzić dokumenty podatkowe i zatwierdzić nową jesienną kolekcję.
W południe zadzwonił dzwonek do drzwi.
Vivian i Brooke stały na ganku z identycznymi uśmiechami.
To samo wprawiło Allison w zakłopotanie.
Vivian niosła pudełko z wypiekami z ulubionej cukierni Allison. Brooke miała na sobie kremowy kombinezon, duże okulary przeciwsłoneczne i znudzoną minę kogoś, kto uważa, że każdy pokój jest dla niej.
„Niespodzianka” – zaśpiewała Vivian. „Przyszłyśmy odwiedzić naszą ulubioną synową”.
Allison prawie obejrzała się za siebie, żeby sprawdzić, czy pojawiła się kolejna kobieta.
Mimo to wpuściła je do środka.
Usiadły w salonie. Vivian pochwaliła dom. Brooke przyglądała się meblom, jakby oceniała, za ile można je sprzedać. Po dwudziestu minutach wymuszonej słodyczy Vivian sięgnęła przez stolik kawowy i uścisnęła dłonie Allison.
„Myślałam sobie” – powiedziała Vivian. „Życie jest za krótkie, żeby tak dzielić rodzinę. Brooke i ja chcemy cię zabrać na babski wypad”.
Allison wpatrywała się w nią. „Wypad?”
„Do Monarch Cove” – powiedziała Brooke. „Do tego pięciogwiazdkowego kurortu na wyspie niedaleko San Diego. Apartamenty z widokiem na ocean, restauracje na klifie, prywatne spa. Bardzo uzdrawiające”.
Allison natychmiast zrozumiała: uzdrowienie najwyraźniej wymagało szampana i miejsc w pierwszej klasie.
„Jestem zajęta w tym tygodniu” – powiedziała Allison. „Evan jest poza miastem, a ja mam kwartalne rozliczenia”.
Vivian zacisnęła usta, choć szybko się uspokoiła. „Właśnie dlatego potrzebujesz odpoczynku”.
Brooke przysunęła się bliżej. „Proszę, Allison. Evan powiedział, że możesz odmówić, ale on naprawdę chce, żebyśmy się do siebie zbliżyły”.
Jak na zawołanie, telefon Allison zaczął dzwonić.
Evan.
Odpowiedziała, czując się już nieswojo.
„Hej” – powiedział. „Mama powiedziała mi o tej podróży”.
„Oczywiście, że tak”.
„Wiem, że to nagłe, ale może to dobrze. Tylko kilka dni. Czułabym się lepiej wiedząc, że nie jesteś sama przez cały tydzień”.
Allison zamknęła oczy.
Evan brzmiał na pełnego nadziei. Zbyt pełnego nadziei. Tak bardzo chciał, żeby to się udało, bo nie rozumiał, co tak naprawdę robi jego matka.
W końcu Allison odetchnęła. „Dobrze. Pójdę”.
Vivian i Brooke objęły ją, jakby właśnie wygrały nagrodę.
Do tego wieczoru Allison kupiła trzy bilety pierwszej klasy z Chicago do Kalifornii, ponieważ Vivian upierała się, że „nie rozumie tych aplikacji podróżniczych”. Allison zapłaciła bez sprzeciwu, przypominając sobie, że robi to dla Evana.
Następnego ranka na O’Hare prawda zaczęła się wymykać.