„Przejmujemy kontrolę” – oznajmił Hayes głosem pozbawionym tchu.
„Nie!” Claire ułożyła się gwałtownie nad moim ciałem. „Nie, dopóki próbuję ją ratować!”
Hayes spojrzał na nią, dostrzegając jej niezłomne poświęcenie. Zrobił krok naprzód, wyciągając z marynarki pozłacany dowód osobisty i ciskając go na metalowy blat.
„Ona nie należy do ciebie” – powiedział Hayes, a jego głos odbił się echem od ekranu monitora. „I nie należy już do rodziny. Jest tajnym zasobem narodowym. Przygotuj ją do natychmiastowego transportu”.
Dyrektor szpitala wpatrywał się w legitymację, a jego twarz bladła. Natychmiast się cofnął.
Zespół medyczny Hayesa rzucił się na łóżko, płynnie przejmując uciski klatki piersiowej i zabezpieczając przenośny sprzęt podtrzymujący życie. Nie prosili o dokumenty. Nie czekali na…
z formularzem wypisu. Podnieśli moje ciało, otoczyli mnie taktyczną formacją w kształcie rombu i wyrzucili ze szpitala.
Na zewnątrz, potężna siła podmuchu zstępującego śmigłowca Black Hawk wprawiła parking szpitalny w szał. Wrzucili mnie do brzucha bestii, drzwi zatrzasnęły się, a śmigłowiec gwałtownie wzbił się w powietrze, pozostawiając zdezorientowany szpital cywilny w całkowitej ciemności.
Przez wiele dni istniałem jedynie we fragmentach. Błyskające światła. Zapach sterylnego tytanu. Cichy szum bezpiecznej aparatury medycznej.
Kiedy w końcu otworzyłem oczy, świat pogrążył się w całkowitym bezruchu. Leżałem w bezpiecznym, podziemnym bloku medycznym. Mój brzuch pulsował tępym, znośnym bólem, ciasno owinięty zaawansowanymi bandażami chirurgicznymi.
Drzwi otworzyły się bezszelestnie. Dyrektor Hayes wszedł z nieprzeniknionym wyrazem twarzy. Położył grubą, ciężką teczkę na metalowym stole obok mojego łóżka.
„Nie śpisz” – powiedział po prostu. „Operacja przebiegła bez zarzutu. Zmarłeś na tym stole dokładnie przez trzy minuty. Witamy z powrotem”.
„Dzięki” – wycharczałem, czując w gardle drapanie jak papier ścierny. Spojrzałem na teczkę. „Co to jest?”
Hayes nie przebierał w słowach. „Wydział cyberbezpieczeństwa zhakował lokalne sieci. Zbadaliśmy twoją rodzinę. Dowiedzieliśmy się dokładnie, dlaczego zostawili cię na pewną śmierć”.
Przesunął teczkę w moją stronę. „To nie było zwykłe zaniedbanie, Morgan. To było tuszowanie”.
Długo wpatrywałem się w grubą teczkę, zanim drżącymi palcami sięgnąłem po nią.
W strzeżonym pokoju medycznym panowała absolutna cisza. Dyrektor Hayes stał pod ścianą z rękami splecionymi za plecami, dając mi przestrzeń na przetworzenie zdrady.
Otworzyłem grubą okładkę. Na pierwszej stronie znajdowała się księga główna. Wyciągi bankowe. Numery rozliczeniowe banków zagranicznych. Portfele inwestycyjne.
Ale to nie były moje. A raczej były moje, tylko nigdy wcześniej ich nie widziałem.
„To cztery lata dogłębnej analizy finansowej” – powiedział Hayes głosem pozbawionym litości, podając jedynie suche fakty. „Podczas gdy byłeś na tajnych operacjach, prawnie duchem w cywilu, ktoś nadużywał twojej tożsamości”.
Przewróciłem stronę. Przebiegłem wzrokiem zaznaczone kolumny. Ogromne sumy pieniędzy – mój dodatek za ryzyko bojowe, renta inwalidzka z tytułu wcześniejszego urazu, moje automatyczne inwestycje – zostały systematycznie wypompowane, przelane przez fikcyjne konta i wydane.
„Kto?” – zapytałem, choć intuicja już podpowiadała mi odpowiedź.