Drugi nastąpił, gdy zaczął dzwonić jego telefon. Potem Celeste. Potem Madison. Chór paniki w sprawach projektantów.
Adrian odpowiedział pierwszy. „Richard, to nie jest dobry moment”.
Słyszałem głos przewodniczącego zarządu nawet z kanapy. Zimny. Wściekły. Ostateczny.
Adrian odwrócił się, ale lustra mówią prawdę. Widziałem, jak jego twarz blednie, gdy słyszy słowa: nadzwyczajne zebranie, naruszenie obowiązków powierniczych, sprzeniewierzenie funduszy firmy, zawieszenie w oczekiwaniu na dochodzenie.
Następnie zawibrował telefon Madison. Spuściła wzrok i zmarszczyła brwi. „Moja karta została odrzucona?”
Celeste chwyciła torebkę. „Niemożliwe”.
„Sfinansowała mieszkanie, samochód, wycieczkę na Malediwy i ten naszyjnik” – powiedziałem. „Wszystko przez faktury od firmy konsultingowej zatwierdzone przez Adriana. Bardzo kreatywne. Bardzo nielegalne”.
Madison wpatrywała się w niego. „Mówiłeś, że to twoje pieniądze”.
Zaśmiałam się raz, cicho. Zabolało. „Nie, kochanie. To były pieniądze akcjonariuszy”.
Celeste otrząsnęła się pierwsza, jak to często robią okrutni ludzie. „Myślisz, że papierkowa robota daje ci władzę? Jesteś chora. Nie możesz nawet ustać na nogach”.
„Nie” – zgodziłam się. „Ale mogę podpisać”.
Odwróciłam telefon, żeby mogli zobaczyć następny ekran. Mój podpis już zapewnił prawa głosu związane z Beaumont Family Trust. Pięćdziesiąt jeden procent udziałów w Vale Biotech. Dziedzictwo mojej matki. Zemsta mojego ojca na każdym mężczyźnie, który był na tyle głupi, by lekceważyć jego córkę.
Adrian poślubił mnie, wierząc, że moje nazwisko otwiera drzwi.
Nigdy nie pytał, kto jest właścicielem budynku.
Rozległo się mocne pukanie do drzwi. Weszło dwóch ochroniarzy, a za nimi pielęgniarka Elena, która…
Dobrze, jedno spojrzenie na mnie i wezwanie pogotowia. Za nimi szła Mara Singh, moja prawniczka, ubrana na czarno, z tabletem niczym bronią w ręku.
„Pani Vale” – powiedziała Mara, zerkając na zakrwawiony ręcznik – „zarząd odwołał pana Vale’a ze stanowiska dyrektora generalnego ze skutkiem natychmiastowym”.
Adrian wybuchnął. „Nie może pani tego zrobić!”
Mara uśmiechnęła się bez ciepła. „Właściwie już to zrobiła”.
Część 3
Zanim przyjechała karetka, Adrian krzyczał do trzech telefonów i tracił wszystkie rozmowy.
„Claire nie jest kompetentna!” warknął. „Jest emocjonalna. Jest mściwa”.
Mara stuknęła w tablet. „Pani Vale nagrała wczoraj jasne polecenie dla świadków medycznych. Przewidywała przymus, znęcanie się i ucieczkę mienia. Protokół jest ważny”.
Celeste wskazała na mnie. „Zaaranżowała to!”
Pielęgniarka Elena stanęła między nami. „Widziałam obrażenia. Słyszałam groźbę. Odsuń się od mojego pacjenta”.
To słowo, pacjent, zdawało się obrzydzać Celeste. Zawsze czciła siłę, przez co rozumiała pieniądze, młodość i okrucieństwo. Teraz wszystkie trzy wymykały jej się z rąk.
Madison zaczęła płakać, gdy ochrona poprosiła o kluczyki do firmowego Porsche.
„To szaleństwo” – szlochała. „Adrian, napraw to”.
Spojrzał na nią jak na fakturę, której nie potrafił już wytłumaczyć.
Prawie zrobiło mi się jej żal.
Prawie.
Potem spojrzała na mnie i wyszeptała: „Zrujnowałeś mi życie”.