„Nie” – powiedziałam. „Wynająłeś swoje za skradzione pieniądze”.
Mara podała Adrianowi pakiet. „Zostałeś zawieszony we wszystkich nieruchomościach firmy. Twoje dane dostępowe zostały cofnięte. Audyt śledczy rozpoczyna się dziś wieczorem. Masz również zakaz kontaktowania się z panią Vale bez pomocy adwokata”.
Celeste rzuciła się w stronę pakietu. „Mój syn zbudował tę firmę!”
Usiadłam na tyle wysoko, by spojrzeć jej w oczy. „Moja matka stworzyła naukę. Mój ojciec ocalił patenty. Ja sfinansowałam badania. Adrian zbudował narożne biuro i wypełnił je lustrami”.
Po raz pierwszy Adrian nie miał przygotowanej kolejki.
Za nim otworzyła się winda. Wyszło z niej dwóch policjantów, rozmawiających cicho z pielęgniarką Eleną i ochroną. Arogancja Celeste przerodziła się w strach.
„Nie możecie mnie aresztować” – powiedziała.
Jeden z policjantów odpowiedział: „Jesteśmy tu, aby zebrać zeznania w sprawie napaści i bezprawnego wywłaszczenia sprzętu medycznego”.
Celeste spojrzała na Adriana, szukając ratunku.
Cofnął się.
W tym momencie całkowicie go zrozumiała.
Sześć miesięcy później wróciłam do Vale Biotech w kremowym jedwabnym kostiumie, z zagojonymi bliznami i stalowym kręgosłupem. Na ekranie w holu wyświetlił się nowy komunikat: Claire Beaumont Vale, prezes i tymczasowy dyrektor generalny.
Adrian zrezygnował przed postawieniem zarzutów, a potem zadowolił się jedynie długami i nagłówkami. Celeste przyznała się do winy i po cichu opuściła stan, pozbawiona zaproszeń, wpływów i syna, który obwiniał ją o wszystko. Madison sprzedała biżuterię, żeby opłacić prawników, a potem dowiedziała się, że luksus jest zimniejszy, gdy nikt inny go nie finansuje.
Ja natomiast zachowałam penthouse, firmę i spokój.
Każdego ranka światło słoneczne padało na sofę, na której próbowali mnie złamać.
Nigdy jej nie ruszałam.
Chciałam dokładnie pamiętać, gdzie wstałam.