David uśmiechnął się ironicznie, a na jego twarzy pojawił się triumf. „Godne pochwały. W końcu pojmujesz, na czym stoisz, Catherine”.
„Co nie twoje, w końcu musisz zwrócić” – dodała Megan, podsycając arogancję brata.
Nie ripostowałam. Zamiast tego sięgnęłam do torby i wyjęłam dwa granatowe paszporty. Rozłożyłam je jak zwycięską kartę przy stole o wysoką stawkę. „David, wizy zostały sfinalizowane w zeszłym tygodniu. Zabieram Aidena i Chloe do Londynu. Na stałe”.
Zadowolenie na jego twarzy zastygło w maskę konsternacji. Megan pierwsza odzyskała głos, krzycząc: „Zwariowałaś? Masz pojęcie, ile to kosztuje? Skąd wzięłabyś takie pieniądze?”.
Spojrzałam na nich oboje – naprawdę na nich spojrzałam – i poczułam falę litości. „Pieniądze już cię nie obchodzą”.
Jak na zawołanie, czarny Mercedes GLS podjechał do krawężnika przed szklanymi drzwiami. Wysiadł z niego kierowca w eleganckim garniturze, otworzył tylne drzwi i skłonił się w stronę okna. „Pani Catherine, transport jest gotowy”.
Twarz Davida pociemniała. „Co to za cyrk?”
Nie odpowiedziałam. Uklękłam, żeby podnieść Chloe, podczas gdy Aiden ścisnął moją dłoń z siłą, która rozdarła mi serce. Spojrzałam na mojego byłego męża po raz ostatni. „Proszę być spokojna, od tej chwili nigdy więcej nie będziemy ingerować w pani „nowe życie”.