„Co masz na myśli mówiąc, że nie wziąłeś?”
„Zawsze używałem firmowych.”
Camila zaczęła rozumieć.
„Mówisz, że zapłaciłeś za to wszystko pieniędzmi Mariany?”
„Nie do końca”.
„A potem co?”
Alejandro milczał.
I ta cisza mówiła wszystko.
Uśmiech Camili zniknął całkowicie.
„Mówiłeś mi, że jesteś wspólnikiem w firmie”.
„Byłem”.
„Byłeś?”
„No cóż…”
„Alejandro…”
„Zajmowałem się operacjami”.
„Byłeś właścicielem?”
„Nie”.
„Miałeś udziały?”
„Nie”.
„Czy firma należała do niej?”
Alejandro spuścił wzrok.
„Tak”.
Camila cofnęła się o dwa kroki.
„Mówiłeś, że jesteś milionerem”.
„Jestem”.
„Za jakie pieniądze?”
„Spodziewałem się ugody rozwodowej”.
„Spodziewałeś się?”
„Tak.”
„A ile dostałaś?”
„Spodziewałam się ugody.” —Nic.
—Nic?
—Podpisałam intercyzę dziewięć lat temu.
Camila zaczęła się śmiać.
To nie był radosny śmiech.
To była mieszanka gniewu i upokorzenia.
—Mówisz mi, że pozwoliłaś mi zniszczyć swoją reputację facetowi, który nie ma pieniędzy?
—Camila…
—Mówiłaś mi, że Mariana jest utrzymanką?
—Chodziło o…
—Zaimponować mi?
—Aby uniknąć konfliktu.
—Konfliktu?
Podniosła głos.
Cała sala zaczęła im się przyglądać.
—Kobieta, która zbudowała firmę wartą ponad dwieście milionów pesos, była utrzymanką?
Alejandro milczał.
—Kobieta, która zapłaciła za twoje zegarki?
Cisza.
—Twoje podróże?
Cisza.
—Twoje ciężarówki?
Cisza.
„O kolacjach, na których chwaliłaś się swoim sukcesem?”
Cisza.
Camila podniosła szafirowy naszyjnik.
Położyła go na stole.
„Nie będę się kompromitować przez kłamcę.”
„Camila, zaczekaj.”
„Nie.”
„Możemy to naprawić.”
„Jak?”
„Porozmawiam z Marianą.”
Camila wybuchnęła śmiechem.
„Ta sama kobieta, którą rzuciłaś dziś rano?”
Alejandro próbował wziąć ją za rękę.
Odsunęła się.
„Nie dotykaj mnie.”
„Kocham cię.”
„Ty nikogo nie kochasz.
Kochasz tylko to, co budują inni.”
Złapała torebkę.
I wyszła z klubu.
Alejandro został sam.
Z milionowym kontem.
Skrzypek czekający na instrukcje.
Kierownik żądający rozwiązania.
I pięćdziesiąt osób obserwujących go jak widowisko.
Po raz pierwszy od lat nie miał za sobą Mariany, która mogłaby rozwiązać jego problemy.
O 23:20 zadzwonił dzwonek do drzwi mojego ojca.
To był Alejandro.
Wyglądał na dziesięć lat starszego.
Miał pogniecioną koszulę.
Włosy miał w nieładzie.