„Agathe chciała przede wszystkim odzyskać kontrolę nad tym, co do niej należało”.
„Nastawiłeś ją przeciwko nam!”
„Nie. Zrobiłeś to sam”.
Thomas podszedł.
Jej głos się zmienił.
Nie była już zirytowana.
Błagała.
„Możemy to załatwić w rodzinie”.
Claire długo na niego patrzyła.
„Miałeś 12 godzin, żeby zdecydować, kim dla ciebie jestem”.
„Jesteś moją żoną”.
„Nie”.
Powoli pokręciła głową.
„Byłam twoją tarczą”.
Potem wskazała na kopertę.
„Przeczytaj ostatni akapit”.
Thomas wziął ją z rąk siostry.
Jego wzrok przesunął się po tekście.
Szklanka, którą trzymał, wyślizgnęła mu się z dłoni.
Roztrzaskała się o parkiet.
Rodzinna posiadłość posiadała willę, kilka rezydencji zajmowanych przez członków rodziny oraz większość udziałów w rodzinnej spółce holdingowej.
O północy wszystkie wyjątkowe przywileje zostały zawieszone.
Beatrice skoczyła w stronę tablicy.
Powstrzymał ją policjant.
„To nasz dom!” krzyknęła.
Claire spojrzała na obrazy, świeczniki, srebrne sztućce i białe kwiaty ułożone w rzędzie na stole.
„Nie. Ten dom należy do majątku Agathy. Miałeś prawo tu mieszkać pod pewnymi warunkami”.
Etienne wybuchnął:
„Nie można wyrzucić całej rodziny z dnia na dzień!”
„Nikogo nie wyrzuca się z dnia na dzień”.
Claire zwróciła się do Beatrice.
„Nakazy eksmisji wysłano 30 dni temu”.
Kilka głów się odwróciło.
Beatrice zbladła.
„Jakie listy?”
Claire nie spuszczała z niej wzroku.
„Polecone koperty, które odebrałaś od woźnego przed wszystkimi innymi”.
Kuzyn zmarszczył brwi.
„Mówiłaś nam, że to prośby o darowizny”.
Beatrice nie odpowiedziała.
Drzwi wejściowe ponownie się otworzyły.
Wszedł Julien Armand, prawnik Agathy, z dwoma śledczymi specjalizującymi się w znęcaniu się nad osobami bezbronnymi.
Przynieśli zatwierdzone poprawki do planu majątkowego, oceny lekarskie i akta transakcji.
Thomas ciężko usiadł.
Beatrice jednak nagle zmieniła strategię.
Jej oczy napełniły się łzami.
„Claire… proszę”. Mama była zdezorientowana. Bałyśmy się.
„Czego się bałyśmy?”
„Utraty jej”.
„Nie”.
Claire podeszła do niej.
„Bał się pan, że przeżyje wystarczająco długo, by dowiedzieć się wszystkiego, co pan zrobił”.
„Kocham moją matkę!”
„To dlaczego zabrał pan jej telefon?”
Beatrice otworzyła usta.
Nie wydobył się z nich żaden dźwięk.
Potem Maître Armand wyjaśnił konsekwencje.
Płatności zostały zamrożone.
Thomasowi i Beatrice zostaną wystawione wezwania do zapłaty.
Dowody dotyczące nieautoryzowanych podpisów i podawania leków zostały przekazane do dochodzenia karnego.
Firma Étienne’a, sztucznie utrzymywana na powierzchni dzięki nieregularnym pożyczkom, zagroziła zarządem komisarycznym.
W trakcie przemówienia prawnika rodzina się rozpadła.
Kuzyn dyskretnie opuścił pokój.
Potem ciotka.
Potem kolejny gość.
Te same osoby, które 20 minut wcześniej śmiały się, gdy Claire została odesłana do kuchni, teraz unikały jej wzroku.
Thomas poszedł za nią do holu.
„Nigdy nie tknąłem leków”.
Claire urwała.
„Dotknęłaś pieniędzy”.
„Mogę ci oddać”.
„Czym?”
Zamilkł.
„Z pensji, o której skłamałaś?”
Zbladł.
„A może z mieszkania, które wynajmowałeś dla swojej kochanki przez ostatnie osiem miesięcy?”
Thomas zamknął oczy.
To była tajemnica, którą uważał za najlepiej ukrytą.
Claire odkryła ją wśród wyciągów bankowych.
Czynsz co miesiąc był płacony z dodatkowego konta.
Restauracje.
Hotele.
Bilety kolejowe.
Czekała.
Nie dlatego, że nie cierpiała.
Ale dlatego, że Agathe zadała jej ostatnią prośbę.
Chciała zobaczyć, jak daleko się posuną.
— Claire…