Spojrzał na podłogę. „Jestem obserwowany”.
Jego telefon zawibrował, a on odwrócił go, zanim zdążyłam zobaczyć ekran.
Papiery rozwodowe przyszły w czwartek.
Wszedł do kuchni w niebieskim swetrze, który Susan kupiła mu na Gwiazdkę. Jego twarz wyglądała na zapadniętą.
„Musimy porozmawiać” – powiedział.
„To porozmawiaj, a ja zamieszam”.
„Marilyn”.
Odwróciłam się.
Przesunął stos papierów po kuchennej wyspie.
Na początku nie rozumiałam. Mój umysł odmawiał odczytania słów: „Petycja. Rozwiązanie małżeństwa. Małżeństwo”.
„Ed, co to u licha jest?”
„Chcę rozwodu”.
Łyżka wyślizgnęła mi się z ręki.
„Nie”.
„Przepraszam”.
„Nie możesz przepraszać tak, jak potrąciłaś mój wózek w sklepie. Skąd się to wzięło?”
Wpatrywał się w papiery. „Zakochałem się w kimś innym”.
Zaśmiałam się raz, bo to zdanie było zbyt brzydkie, żeby mogło mi się inaczej wbić w ciało.
„Czterdzieści dwa lata, Ed. Czworo dzieci. Sześcioro wnucząt. I chcesz, żebym uwierzył, że odnalazłeś nowe życie między sesjami na bieżni?”
„Odkryłem”.
„Kim ona jest?”
Przełknął ślinę. „Moja trenerka”.
„Jak ona ma na imię?”
„Tara”.
Wypowiedział je zbyt szybko, zbyt obojętnie. Jakby ktoś podał mu to imię i kazał je zapamiętać.
Podeszłam bliżej.
„Spójrz na mnie i powiedz, że ją kochasz”.
Jego wzrok utkwiony był w blacie.
„Ed”.
„Potrzebuję przestrzeni, Marilyn”.
„Nie o to pytałem”.
Zacisnął dłonie na brzegu wyspy kuchennej. Kostki palców zbielały mu.
„Nie zachowujesz się jak zakochany mężczyzna” – powiedziałam. „Zachowujesz się jak mężczyzna, którego gdzieś zmuszają”.
Przez chwilę myślałam, że mój mąż się złamie.
Potem znowu pchnął papiery w moją stronę.
„Wyprowadzam się dziś wieczorem”.
„Dziś wieczorem?”
„Znalazłem mieszkanie. Uwierz mi, nigdy nie chciałem cię skrzywdzić”.
Spojrzałem na papiery.
„Więc dziwnie się spisałaś, unikając tego”.
Spakował
jedną walizkę, ale zostawił swój ulubiony sweter, nasz album ze zdjęciami i stary, pomalowany kubek Caroline.
W drzwiach odwrócił się.
„Zapłaciłem ubezpieczenie domu na cały rok”.
Wpatrywałam się w niego. „Mężczyźni uciekający w trampkach nie płacą z góry ubezpieczenia żon”.
Wzdrygnął się. Potem wyszedł.
—
Megan przyszła trzy dni później z zapiekanką.
„Marilyn, bardzo mi przykro”.
„A ty?”
Jej ręka zamarła. „Oczywiście, że tak”.
„Skąd wiedziałaś?”
„Co wiedziałaś?”
„O rozwodzie”.
Jej oczy się rozszerzyły. „Nie wiedziałam”.
„To dlaczego wczoraj pytałaś Colina o emerytury?”
Mrugnęła. „Powiedział ci to?”
„Nie. Susan tak. Colin powiedział siostrze, że zadajesz pytania”.
Megan szybko doszła do siebie. „Martwię się o ciebie. Zdrowie Eda jest skomplikowane. A z pieniędzmi jest bałagan”.
„Moje małżeństwo jest w rozsypce. Moje pieniądze to nie twoja sprawa, Megan. Martwisz się o moje wnuki”.
Jej usta zacisnęły się, a potem znów złagodniały.
„Po prostu próbuję pomóc rodzinie”.
—
Po jej wyjściu otworzyłam notes i napisałam:
Ed za szybko powiedział, że Tara.
Megan pytała o dom.
Ed opłacił ubezpieczenie z góry.
Megan wiedziała za dużo.
Ed zostawił album ślubny.
Potem dodałam:
„To nie wygląda jak kolejna kobieta”.
—
Przez kolejne trzy tygodnie prawie nie jadłam i budziłam się, sięgając po mężczyznę, który sprawił, że czułam się głupio, tęskniąc za nim.
Ale wciąż dodawałam do notesu:
Caroline powiedziała, że Ed przypomniał jej, żeby sprawdziła światło na moim ganku.
Timothy powiedział, że Ed brzmiał „dziwnie”.
A kiedy Colin powiedział: „Może tata po prostu chce zacząć od nowa”, Megan spojrzała na niego, zanim to powiedział.
Pewnej nocy mój telefon ostrzegł mnie przed czymś strasznym.
To był zegarek Eda. Jego tętno było niebezpiecznie niskie.