„Żadnych ale!” – warknęła Karina. „To jej problem! Jej życie i konsekwencje jej głupoty! Teraz niech sama się z tym upora, skoro nie była na tyle mądra, żeby temu zapobiec!”
— A jeśli sprzeda swoje mieszkanie, albo bank zabierze je za długi, to może się tu przeprowadzić…
„Po moim trupie!!!” – wybuchnęła Karina. „Ona tu nie zamieszka, ani nawet nie spędzi nocy! Puśćcie ją do tego jej mężczyzny, ale nie tutaj!”
Maksym poczuł ulgę. Dzięki Bogu. Karina stanęła w mojej obronie.
„To jest to! Jasne!” – odpowiedział radośnie. „Więc odsuwamy się od tego wszystkiego!”
„Dokładnie!” potwierdziła żona. „I nie przynoś do tego domu niczego więcej, żadnych jej problemów, bo inaczej nasza rozmowa będzie krótka! Zrozumiano?”
– Tak, tak! Oczywiście!
„Wspaniale!” Twarz Kariny natychmiast złagodniała, stając się sobą – miła i słodka. „To już koniec! Idę na koncert! Kocham cię! Spóźnię się!”
Pocałowała go w usta i wybiegła z domu.
I jakby ciężar spadł z ramion Maxima. „Może po prostu potrzebowałem wsparcia” – pomyślał. „Karina ma rację. Nie pójdę już do mamy sam. Niech sama sobie poradzi”.
Epilog. Rok później
Maxim siedział w kawiarni niedaleko swojego biura, popijając kawę i przeglądając wiadomości w telefonie. Na zewnątrz mżył jesienny deszcz, ale jego dusza była spokojna.
Rok temu Anfisa Andriejewna sprzedała swoje mieszkanie. Nie wystarczyło to na pokrycie całego długu, ale bank zgodził się na restrukturyzację. Wynajęła małą kawalerkę na obrzeżach i dostała pracę jako ochroniarz szkolny. „Jej osobowość oczywiście się nie zmieniła” – pomyślał Maksym – „ale przynajmniej nie dzwoni codziennie z wyrzutami”.
Mój telefon zawibrował. Wiadomość od Kariny: „Kochanie, dziś ćwiczymy do późna. Obiad jest w lodówce. Kocham Cię ❤️”.
Maksym się uśmiechnął. On i jego żona w końcu odnaleźli swój rytm. Karina wciąż dużo pracowała, ale teraz oboje zrozumieli: rodzina to nie tylko ciągła obecność. To świadomość, że jest miejsce, do którego zawsze można wrócić.
„Może naprawdę niedługo pomyślimy o dziecku” – pomyślał marzycielsko, dopijając kawę.
Deszcz na zewnątrz przybierał na sile, ale Maksymowi nie spieszyło się do domu. Po raz pierwszy od dawna z przyjemnością po prostu siedział i rozmyślał o przyszłości.