Rujnuje mi życie!” Ochroniarz nie wahał się ani chwili. „Proszę pana, proszę się natychmiast odsunąć!” rozkazał, chwytając Ethana za ramię. Ethan stawiał opór, ale strażnik zacisnął uścisk. „Musi pan natychmiast wyjść”. Ethan odwrócił się do mnie po raz ostatni, z twarzą bladą z wściekłości. „Pożałuje pani tego, Nancy” – syknął. „To jeszcze nie koniec”.
Kiedy strażnik go wyprowadzał, poczułam mieszankę strachu i ulgi. Bolało mnie ciało, serce pękało, ale po raz pierwszy zdałam sobie sprawę, że nie mogę dłużej milczeć. Okrucieństwo Ethana osiągnęło punkt krytyczny. Pielęgniarka pochyliła się nade mną, sprawdzając moje obrażenia. „Czy wszystko w porządku?” – zapytała delikatnie, a jej głos przepełniał troska. Łzy spływały mi po twarzy, gdy słabo skinęłam głową. „Proszę, trzymaj go ode mnie z daleka” – wyszeptałam.