Powoli sięgnęłam po srebrną tacę trzymaną przez zamrożonego, szeroko otwartego kelnera stojącego obok i wzięłam kryształową szklankę z wodą gazowaną. Wziąłem powolny, rozważny łyk, pozwalając ciszy się przeciągać, pozwalając narastać ich panice.
Potem się uśmiechnąłem. To nie był ciepły uśmiech. To był uśmiech stalowej pułapki, która w końcu się zatrzasnęła.
„Nie radziłbym tego robić, Howard” – wyszeptałem, a mój głos opadł do niebezpiecznego, lodowatego tonu, który wyraźnie niósł się ponad cichą muzyką.
„A dlaczego?” – prychnął Howard, zaciskając dłonie w pięści. „Bo uciekniesz do brukowców? Myślisz, że kogokolwiek obchodzi, co ma spłukana, żądna pieniędzy wdowa?
Co mam powiedzieć?”
„Nie” – odpowiedziałem gładko. „Bo wyglądałoby to niewiarygodnie, wręcz druzgocąco źle dla ceny akcji firmy, gdybyś został publicznie przyłapany na brutalnym wyrzuceniu większościowego udziałowca z własnej gali charytatywnej”.
Howard zamarł. Krew natychmiast odpłynęła mu z twarzy, przez co wyglądał jak figura woskowa.
„Większość… co?” – wyjąkał Howard, a absolutna pewność w moim głosie zburzyła jego spokój. „Zwariowałeś?” Intercyza…
„Intercyza, którą zmusiłeś mnie podpisać, miała chronić majątek nabyty przed ślubem” – przerwał mi głęboki, autorytatywny głos.
Tłum rozstąpił się, gdy pan Vance, starszy wspólnik kancelarii, którą odwiedzałem od sześciu miesięcy, zrobił krok naprzód. Towarzyszyli mu dwaj inni prawnicy korporacyjni, niosący grube skórzane teczki.
Pan Vance nie spojrzał ani na Eleanor, ani na Chloe. Podszedł prosto do Howarda i wręczył mu w drżących dłoniach ciężki, prawnie opieczętowany dokument, ostemplowany jaskrawoczerwoną pieczęcią.
„Prawdziwa, ostateczna wola i testament zmarłego dyrektora wykonawczego, Terrence’a Washingtona” – stwierdził pan Vance wyraźnie, a w jego głosie brzmiała niezaprzeczalna moc prawa. „Sporządzony i poświadczony notarialnie dokładnie trzy tygodnie przed jego tragiczną śmiercią”.
Howard wpatrywał się w dokument, jakby to był jadowity wąż.
„Terrence był prawnym właścicielem pięćdziesięciu jeden procent udziałów kontrolnych w Washington Shipping Empire, odziedziczonych bezpośrednio po dziadku” – kontynuował pan Vance, wyjaśniając całą sytuację całej sali. „W tym dokumencie Terrence prawnie, na stałe i nieodwołalnie przeniósł cały swój pakiet kontrolny, wraz ze wszystkimi prawami głosu i uprawnieniami wykonawczymi, na swoją żonę, panią Audrey Washington”.