„Terrence nie unieważnił intercyzy, bo był zaślepiony miłością” – kontynuowałem, głosem pewnym i twardym. „Zrobił to, ponieważ ufał mojemu doświadczeniu. Wybrał pielęgniarkę pediatryczną, ponieważ wiedział, jak ratować życie, jak leczyć i jak chronić bezbronnych. Wiedział, że nie wyczerpię tej firmy do cna; uratuję ją przed tobą”.
Wziąłem głęboki oddech, czując ciężar 51% udziałów kontrolnych w moich rękach.
„Szanowni członkowie zarządu i szanowni inwestorzy” – oznajmiłem, omiatając wzrokiem tłum. „Jako legalny większościowy akcjonariusz, złożyłem już niezbędne dokumenty, aby zwołać nadzwyczajne posiedzenie zarządu, które odbyło się zaocznie dzisiaj o godzinie 16:00”.
Spojrzałem Howardowi w oczy.
„Niniejszym publicznie oświadczam, że z przyczyn uzasadnionych,
„zwolnienie pana Howarda Washingtona ze stanowiska dyrektora generalnego, do czasu przeprowadzenia pełnego federalnego śledztwa w sprawie poważnych oszustw finansowych i defraudacji korporacyjnych”.
Cała sala eksplodowała. Reporterzy zaczęli wykrzykiwać pytania; inwestorzy gorączkowo wyciągali komórki, żeby dzwonić do swoich brokerów. Starannie skonstruowany, wart miliardy dolarów domek z kart, który Howard zbudował, runął w spektakularny, publiczny sposób.
„Nie… nie możesz tego zrobić!” – wykrzyknął Howard, a jego kolana lekko się ugięły. „Zniszczysz reputację firmy!”
„Reputacja firmy przetrwa usunięcie guza” – odpowiedziałam chłodno przez mikrofon.
Nagle moją uwagę przykuł jakiś ruch. Eleanor przepchnęła się gwałtownie obok dwojga zszokowanych gości i rzuciła się w stronę sceny.
Arogancka, okrutna matriarcha, która rzuciła moje wspomnienia w błoto, całkowicie straciła swoją dumę. Łzy spływały jej po twarzy, rozmazując drogi, wodoodporny tusz do rzęs w ciemne, brzydkie smugi.