„Nie zostajesz z »tym«, Ethan” – powiedziałam do drzwi. „Zostajesz sam ze sobą. Zawsze tego chciałeś”. Otworzyłem drzwi i wyszedłem.
Rozdział 4: Pierwszy oddech
Korytarz był jaśniejszy, niż pamiętałem. Recepcjonistka tym razem podniosła wzrok, wyczuwając zmianę ciśnienia atmosferycznego.
W holu kobieta w eleganckim, grafitowym garniturze wstała z ławki. Wyglądała, jakby mogła wycisnąć Ethana na ławce bez pocenia się.
„Pani Caldwell?” zapytała.
„Claire” – poprawiłem. „Po prostu Claire”.
„Dana Griggs” – powiedziała, podając jej mocną dłoń. „Pan Harlan mnie poinformował. Mój samochód stoi przed wejściem. Dokąd?”
Przeszedłem przez recepcję
Drzwi obrotowe i chodnik w centrum St. Louis. Powietrze było zimne, gryzące, ale wydawało się czyste. Nie pachniało już stęchłą kawą ani kłamstwami. Pachniało spalinami, wodą z rzeki i wolnością.
Sprawdziłem telefon. Trzy nieodebrane połączenia od Ethana. SMS o treści: Musimy porozmawiać. TERAZ.
Blok.
Spojrzałem na Danę. „Wiesz, gdzie jest siedziba Caldwell Home Health?”
„Wiem”.
„Zabierz mnie tam” – powiedziałem. „Chcę zobaczyć moje biuro”.
Podjazd był krótki. Dojechaliśmy do budynku ze szkła i stali, który Ethan traktował jak swój osobisty pałac. Kiedyś czułem się mały, stojąc w jego cieniu. Teraz spojrzałem na niego i zobaczyłem arkusz kalkulacyjny. Zobaczyłem aktywa. Zobaczyłem przecieki, które trzeba było zatkać.
Wszedłem do holu, Dana dyskretnie kryła się za mną. Ochroniarz, starszy mężczyzna o imieniu Ralph, któremu przynosiłem ciasteczka na każde Boże Narodzenie, spojrzał w górę ze zdziwieniem.
„Pani Caldwell? Wszystko w porządku? Czy pan Ethan jest z panią?”
„Nie, Ralph” – powiedziałam, zatrzymując się przy bramce obrotowej. „Ethan nie przyjdzie dzisiaj. Ani jutro”.
Wyciągnęłam z torby list powierniczy – kopię, którą Harlan wręczył mi, gdy wychodziłam. Położyłam go na biurku.
„Musisz dezaktywować jego kartę magnetyczną” – powiedziałam.