Sięgnęłam po lewą rękę. Obróciłam diamentowy pierścionek zaręczynowy – ten, który dała mu Margaret – i obrączkę. Zsunęły się z łatwością. Mój palec wydawał się lżejszy, nagi.
Położyłam je na mahoniowym stole. W ostrym świetle wyglądały tak, jak powinny: zimne, twarde kamienie. Nic nieznaczące.
Ethan wpatrywał się w pierścionki, jakbym rozstawiła między nami granat.
„Zadzwonię teraz do pani Griggs” – powiedziałam Harlanowi. „I będę w siedzibie firmy jutro o 9:00 rano, żeby spotkać się z dyrektorem finansowym”.
Harlan skinął głową, a na jego ustach pojawił się cień uśmiechu. „Odprowadzę panią, pani Caldwell”.
Chwyciłam torebkę i odwróciłam się do drzwi. Nie spojrzałam na Lauren. Płakała cicho w kocyk dziecka, jakby rzeczywistość ją zdemaskowała. Była teraz przywiązana do mężczyzny bez władzy, mężczyzny, którego jedyną walutą był urok, a ta waluta właśnie została zdewaluowana.
Gdy dotarłam do drzwi, głos Ethana załamał się za mną, odbierając groźbę, pozostawiając jedynie przerażonego chłopca pod spodem.
„Claire. Proszę. Nie zostawiaj mnie z tym”.
Zatrzymałam się. Moja dłoń zawisła nad mosiężną klamką.
Przez sekundę odruch, by go naprawić – wspomnienie dekady małżeństwa. Ale potem spojrzałam na krzywy obraz Łuku na ścianie. Brama.
Nie odwróciłam się.