„Dziecko?” ryknął Michael, podchodząc bliżej. „To był dowód! Co miałem zrobić? Pozwolić ci urodzić nieślubne dziecko w tym mieście? Powiedzieć Jake’owi, że jego matka nie tylko oszukuje, ale nosi w sobie dziecko innego mężczyzny?”
„Nie miałaś prawa!”
„Miałam pełne prawo! Uratowałam twoją reputację. Uratowałam tę rodzinę!”
„Nienawidzę cię” – szlochałam, osuwając się na dywan. „Nienawidzę cię”.
„Dobrze” – warknął. „Teraz wiesz, jak się czułem każdego dnia przez osiemnaście lat”.
Właśnie wtedy zadzwonił telefon na stoliku nocnym. Przebił się przez napięcie. Michael chwycił go.
„Halo?”
Jego twarz w mgnieniu oka z gniewu zbladła. „Co? Gdzie? Dobra. Już jedziemy”.
Rozłączył się, patrząc na mnie martwym wzrokiem.
„Wstawaj. To była policja. Jake miał wypadek samochodowy”.
Jazda do szpitala była rozmazaną, przerażającą prędkością i duszącą ciszą. Michael kurczowo trzymał kierownicę, jakby chciał ją złamać na pół.
„Będzie dobrze” – modliłam się na głos. „Jake będzie dobrze”.
Michael nie odpowiedział.
W szpitalu Sarah, żona Jake’a, stała przed centrum urazowym, trzymając małego Noaha. Twarz miała opuchniętą od płaczu.
„Mamo! Tato!” Opadła mi w ramiona. „Potrąciła go ciężarówka. Skręcił, żeby ratować dziecko wybiegające na ulicę. Tyle krwi…”
Michael ominął nas, idąc prosto do chirurga, który właśnie wyszedł. „Panie doktorze, jestem ojcem. Jak się czuje?”
Chirurg zdjął maskę. „Jest w stanie krytycznym. Stracił znaczną ilość krwi i musimy natychmiast przetoczyć krew. Problem w tym, że brakuje nam krwi tej grupy z powodu korków na autostradzie międzystanowej”.
„Weź moją” – powiedział natychmiast Michael. „Mam 0+”.
„Też mam 0+” – dodałem, podchodząc bliżej.
Lekarz zmarszczył brwi, zerkając na swój notes. „0+? Jesteś pewien?”
„Tak” – odparł niecierpliwie Michael. „Mam to na prawie jazdy. Weź”.
„To… dziwne” – mruknął chirurg. „Pacjent ma grupę B-”.