Wspomnienie uderzyło mnie z siłą fizycznego ciosu.
Byłem pijany. Tak niewiarygodnie pijany. Wytoczyłem się z baru, a Mark Peterson – najlepszy przyjaciel Michaela, nasz drużba – zaproponował, że mnie odwiezie.
Mark, który tydzień później przeprowadził się do Europy i nigdy więcej się z nami nie odezwał.
Mark, o którym wiedziałem, że ma grupę krwi B, ponieważ nie mógł zostać dawcą dla Michaela po wypadku w warsztacie lata wcześniej.
„Mark” – wyszeptałem.
Michael powoli wstał. Uświadomił sobie – zdrada nie dotyczyła tylko mnie. Była całkowita. Jego najlepszego przyjaciela. Jego żony. Jego syna. Całe jego życie było konstrukcją zbudowaną na ściekach.
„Ty…” Michael wskazał na mnie drżącym palcem. „Dwadzieścia osiem lat. Wychowywałem jego syna. Kochałem jego syna.”
„Nie wiedziałem” – błagałem. „Byłem pijany. Myślałem, że zemdlałem.”
„Wynoś się.”
„Michael, proszę…”
„WYNOŚ SIĘ!” – ryknął, dźwięk tak przepełniony cierpieniem, że uciszył brzęczące maszyny w pokoju. „Nie chcę widzieć twojej twarzy”.
Spędziłam następny tydzień mieszkając w motelu niedaleko szpitala. Sarah przynosiła mi wieści. Jake wracał do zdrowia. Michael zawsze był, ale nie chciał mnie widzieć.
Kiedy Jake został wypisany ze szpitala, nalegał, żebym zatrzymała się w ich domu w Chicago i pomogła przy Noah. Michael też tam był, mieszkając w pokoju gościnnym.
Znowu byliśmy pod jednym dachem, ale odległość między nami była teraz mierzona w latach świetlnych.
Pewnej nocy, nie mogąc zasnąć, wyszłam na balkon. Michael był tam, oparty o balustradę, wpatrując się w panoramę miasta.
„Michael” – powiedziałam cicho.