Wniósł jednak pozew o zatrzymanie części moich udziałów, twierdząc, że w czasie naszego małżeństwa zapewniał mi „wsparcie moralne”. Na rozprawę pojednawczą przybył wychudzony, choć wciąż arogancki.
„Możemy znów być rodziną” – powiedział. „Nie potrzebuję twojego towarzystwa”.
„Nie”.
„Zamierzasz patrzeć, jak tracę wszystko?”
„Tracisz to, co wziąłeś bezprawnie”.
Jego prawnik zaproponował ugodę: Alejandro wycofa swoje roszczenie dotyczące Altavisty, jeśli zgodzę się na podział majątku małżeńskiego, wycofam pozew dotyczący dokumentów i zapomnę o zniesławieniu.
Podarłam propozycję na jego oczach.
„Moje udziały nigdy nie podlegały negocjacjom”. Mieszkanie i wspólne fundusze zostaną podzielone zgodnie z prawem. Zwrócisz to, co wykorzystałeś, będziesz rozliczany z tego, co opublikowałeś, i weźmiesz odpowiedzialność za to, co zrobiłeś w firmie.
Alejandro uderzył pięścią w stół.
„Oszukiwałeś mnie przez trzy lata! Gdybym wiedział, że jesteś taki bogaty, nigdy nie pozwoliłbym mojej matce tak żyć”.
„Twoja matka mieszkała w luksusowym apartamencie z prywatną windą, klimatyzacją i posiłkami przygotowywanymi przeze mnie. Nie masz nic przeciwko temu, że ukrywam ubóstwo. Masz coś przeciwko temu, że ukrywam bogactwo”.
Mediator spuścił wzrok, żeby ukryć wyraz twarzy. Zdesperowany Alejandro krzyknął, gdy wychodziłem:
„Nikt cię nie pokocha! Będą chcieli tylko twoich pieniędzy”.
Odwróciłem się.
„Przynajmniej będą wiedzieć, że mam pieniądze. Nie byłeś w stanie dostrzec ani pieniędzy, ani tej osoby”.
Tygodnie później odbyło się przesłuchanie dyscyplinarne. Niezależna komisja wysłuchała jego wymówek. Stwierdził, że prywatne podróże to „elastyczność w pracy”; GPS wskazywał trasy do kasyn, restauracji rodzinnych i centrów handlowych. Twierdził, że faktury należały do klientów; na listach gości byli m.in. Teresa, wujkowie i kuzyni. Zaprzeczył, jakoby kontrolował Distribuidora Oriente; dokumenty ujawniły Bruno jako beneficjenta. W końcu stwierdził, że ktoś korzystał z jego konta; dział IT przedstawił dostęp do jego komputera osobistego za pomocą odcisku palca.
Nie było krzyków. Tylko przewracanie stron i gromadzenie dowodów.
„Gdyby Valeria nie była moją żoną, nigdy nie przeprowadziliby tak wnikliwego śledztwa” – protestował.
Przewodniczący komisji pozwolił mi odpowiedzieć.
„Zasady firmy to waga. To, co go zmiażdżyło, to nie moja władza, ale ciężar jego własnych działań”.
Alejandro został zwolniony za nadużycie zasobów, konflikt interesów, manipulację dokumentami i wywieranie presji na podwładnych. Sprawa Distribuidora Oriente została skierowana do organów podatkowych i prokuratury. Musiał również zwrócić pieniądze związane z niewłaściwym użytkowaniem ciężarówki.
Kiedy wychodziłem z sali rozpraw, asystentka finansowa, która poprosiła o pomoc, czekała na mnie przy windzie. Nazywała się Lucía Hernández i miała niewiele ponad 25 lat.
„Dziękuję, że mi uwierzyłeś” – powiedziała. „Adwokat Serrano przysięgał, że nikt w biurze głównym nie posłuchałby takiej pracownicy jak ja”.
Spojrzałem na nią i przypomniałem sobie, ile razy sam milczałem, aby zachować pozorny spokój rodzinny.
„Nie dziękuj mi za to, że postępuję właściwie. Obiecaj mi, że nigdy nie podpiszesz kłamstwa, żeby uratować czyjąś pracę”.
Lucía skinęła głową, a jej oczy zaszkliły się łzami. W tym momencie zrozumiałem, że powrót do biura korporacyjnego nie był zemstą. Chodziło o to, by strach Alejandro nie przerodził się w posłuszeństwo wobec innych.
Tego samego popołudnia Teresa dotarła do budynku, do którego się wprowadziłem, i uklękła w holu.
„Jesteś właścicielem całego biura korporacyjnego. Dlaczego chcesz odebrać nam jeden z działów?”
„Bo część, która należy do mnie, jest moja”. Kradzież od bogatego człowieka to wciąż kradzież. Bycie matką mojego byłego męża nie daje mu prawa do kontrolowania mojego życia.
„Na starość nikt ci nawet nie da szklanki wody”.
„Wolę zapłacić profesjonaliście, niż kupić tę szklankę po latach upokorzeń”.
Ochroniarze wyprowadzili ją na zewnątrz.
W postępowaniu rozwodowym sędzia potwierdził, że moje udziały stanowią aktywa istniejące wcześniej, chronione umową przedmałżeńską. Alejandro nie wykazał, że wniósł jakikolwiek kapitał, pracę ani zasoby do Altavisty. Wręcz przeciwnie, nagrania, wiadomości, zeznania lekarskie i groźby wskazywały na nękanie, próbę ukrycia majątku i zniesławienie.