CZĘŚĆ 1
„Jak śmiesz odmawiać mojej matce, ty niekompetentny głupcze?”
Głos Maxime’a, przerywany ślepą wściekłością i brzękiem burgundowych kieliszków, rozbrzmiał echem w majestatycznej jadalni rodzinnego domu w Neuilly-sur-Seine. Wykrzyczał to zza stołu, przed piętnastoma przerażonymi gośćmi. Po jego prawej stronie matka, Béatrice, kontynuowała krojenie pieczeni cielęcej z udawaną obojętnością, jakby nic się nie stało. Brat Maxime’a powoli odstawił kryształowy kieliszek na nieskazitelny obrus. Daleki kuzyn dyskretnie poprowadził dzieci do kuchni.
Chloé, siedząca w centrum tego improwizowanego rodzinnego trybunału, właśnie spędziła ostatnie 20 minut, słuchając, jak ci ludzie rozporządzają jej mieszkaniem, jakby było ich własnością. Ledwo zdążyła odwrócić głowę, gdy porcelanowy talerz uderzył ją z hukiem.
Cios w lewą skroń był niewiarygodnie silny. Brzeg talerza roztrzaskał się, a gorący, gęsty sos spłynął na jej brązowe włosy, po szyi i ramieniu. Głuche dudnienie wypełniło jej bębenki uszne. Nikt nie krzyknął. Absolutnie nikt nie wstał, by powstrzymać Maxime’a lub zapytać o jego stan. Milczenie tej współwinnej, tchórzliwej, mieszczańskiej rodziny było jeszcze bardziej druzgocące niż fizyczne uderzenie.