Randka w ciemno w hotelu w Lincoln Park. Idealne pytania Valerii. To, że zawsze zdawała się wiedzieć, kiedy być wrażliwą, a kiedy milczeć. Wizyta w Ohio z jego rodzicami. Prezent za 2000 dolarów. Kolacja zaręczynowa nad jeziorem Michigan. Egzaminy przedmałżeńskie w St. Mark’s.
Opowiedział jej o herbacie.
Detektyw Ellis starannie zapisał tę część.
„Czy pytała cię o ubezpieczenie na życie?” zapytała.
Daniel przełknął ślinę. „Tak”.
Twarz Gabrieli się ściągnęła.
„Kiedy?” zapytał Ellis.
„W zeszłym miesiącu. Powiedziała, że to było przed ślubem. Wysłała mi link do polisy. Wypełniłem część, ale nie wysłałem.
„Czy ona o tym wiedziała?”
„Dwa razy pytała, czy skończyłem.”
Detektyw Ellis lekko się odchylił.
„Czy zachęcała pana do dodania jej do kont?”
„Tak. Na wydatki ślubne.”
„Jaki dostęp?”
„Jedno wspólne konto czekowe. Około 18 000 dolarów.”
„Przelej pieniądze dziś wieczorem” – powiedział Ellis. „Nie mów jej.”
Daniel skinął głową.
Detektyw Ellis kontynuował: „Potrzebujemy dowodów z pana obecnego związku. Wiadomości. Presji finansowej. Wszelkich substancji, które panu da. Wszelkich dokumentów, które będzie chciała podpisać. Możemy również potrzebować, aby nadal się z nią normalnie komunikował.”
Daniel podniósł wzrok. „Ma pan na myśli udawanie.”
„Mam na myśli przeżycie wystarczająco długo, żebyśmy mogli zbudować sprawę.”
Słowo „przeżyć” zapadło mu w pamięć.
Tej nocy Daniel wrócił do domu i zabrał wszystkie kubki, pojemniki i torebki herbaty, które Valeria zostawiła w kuchni. Umieścił je w zapieczętowanych torbach, które dała mu Gabriela, i nie dotykał ich gołymi rękami. Zmienił hasła do konta bankowego, przelał środki ze wspólnego konta z powrotem na swoje konto osobiste i zadzwonił do swojego ubezpieczyciela, aby zablokował wszelkie oczekujące zmiany beneficjenta.
Potem siedział w ciemności.
O 21:18 Valeria zapukała do jego drzwi.
Całe ciało Daniela zmarzło.
Nie zaprosił jej.
„Dziecko?” zawołała cicho. „Przyniosłam zupę”.
Spojrzał przez wizjer.
Valeria stała w korytarzu w kremowym swetrze i trzymała papierową torbę. Na jej twarzy malował się niepokój. Prawdziwy niepokój. Ten rodzaj niepokoju, który roztopiłby każdego mężczyznę, który nie wiedziałby, co może być w torbie.
Daniel zmusił się do wzięcia oddechu.
Uchylił drzwi do połowy.
„Hej” – powiedział.
Valeria uśmiechnęła się z ulgą. „Wystraszyłaś mnie. Prawie dziś nie pisałaś”.
„Mówiłam ci, że jestem chora”.
„Wiem. Dlatego przyszłam”. Uniosła torbę. „Rosół i ta herbata, którą lubisz”.
Palce Daniela zacisnęły się na drzwiach.