Maska zaczęła mu się osuwać.
Widział frustrację pod maską niepokoju.
„Wezmę to ze sobą” – powiedział.
Sięgnął po kubek.
Dłoń Valerii wystrzeliła i chwyciła go za nadgarstek.
Nie dość mocno, żeby zranić.
Na tyle mocno, żeby ostrzec.
W mieszkaniu zapadła cisza.
Po chwili znów się uśmiechnęła. „Wylejesz to w samochodzie”.
Daniel spojrzał na jej palce na swoim nadgarstku.
Po raz pierwszy zrozumiał, że miłość nauczyła go ignorować drobne alarmy.
Delikatnie się uwolnił. „Będę ostrożny”.
Złapał płaszcz, wsunął kubek do kubka podróżnego stojącego przed nią i wyszedł, zanim zdążyła go powstrzymać.
Dwie przecznice dalej podał herbatę detektyw Ellis przez okno nieoznakowanego samochodu.
Jej wyraz twarzy mówił wszystko.
„Dobrze się spisałeś” – powiedziała.
Dzieci Daniela drżały na kierownicy. „Ona wie, że coś jest nie tak”.
„W takim razie poruszamy się szybciej.”
Badania laboratoryjne trwały kilka dni.
Te dni były najdłuższymi w życiu Daniela.
Valeria stawała się coraz słodsza.
Za słodka.
Wysyłała długie SMS-y o tym, jak bardzo cieszy się, że zostanie jego żoną. Zostawiała wiadomości głosowe, mówiąc, że za nim tęskni. Wpadała do jego biura na lunch, ciepło rozmawiała z recepcjonistką i pocałowała go na oczach współpracowników, trzymając obie dłonie na jego twarzy.
Wszyscy myśleli, że jest oddana.
Daniel uśmiechał się, aż bolała go szczęka.
W nocy spał z krzesłem opartym o drzwi mieszkania.
Wyniki badań nadeszły w piątek.
Detektyw Ellis wezwał go na komisariat.
Gabriela już tam była.
Herbata zawierała środek uspokajający.
Za mało, żeby zabić go jedną filiżanką. Za mało, żeby oszołomić. Za dużo, żeby się uzależnić. Za dużo, żeby później połączyć z alkoholem, lekami lub czymś mocniejszym.
Daniel zamknął oczy.
Jakaś jego część wciąż chciała, żeby to się nie stało Prawda.
Detektyw Ellis położył teczkę na stole. „To daje nam prawdopodobny powód do rozszerzenia śledztwa. Ponownie otwieramy również sprawę Evana Moore’a”.
Gabriela zakryła usta, a w jej oczach pojawiły się łzy.
„Ale potrzebujemy więcej” – powiedział Ellis. „Musimy wiedzieć, jaki plan ma Valeria wobec ciebie”.
Daniel spojrzał na nią. „Jak?”
„Pozwalamy jej myśleć, że nadal panuje nad sytuacją”.
Plan był niebezpieczny, ale prosty.
Daniel miał powiedzieć Valerii, że sfinalizował wniosek o ubezpieczenie na życie. Miał jej wmówić, że zamierza wskazać beneficjenta po ślubie. Miał się zgodzić na spotkanie z doradcą finansowym, którego poleciła, mężczyzną, którego detektyw Ellis podejrzewał o udział w fałszowaniu dokumentów.
Wszystkie rozmowy miały być nagrywane, jeśli było to prawnie dozwolone. Policja miała monitorować sytuację. Daniel nie miał jeść ani pić niczego, czego Valeria dotykała.
Kiedy Daniel się zgodził, Gabriela chwyciła go za ramię.
„Nie musisz tego robić” – powiedziała.
„Tak” – odpowiedział Daniel. „Muszę”.
Pomyślał o Evanie Moore’ie. O swoich rodzicach uśmiechających się do Valerii zza stołu w Ohio. Myślał…
Myśl o kolejnym mężczyźnie, którego mogłaby spotkać, gdyby odszedł cicho.
„Nikogo innego” – powiedział. „Nie po mnie”.
Valeria zareagowała dokładnie tak, jak przewidział detektyw Ellis.
Kiedy Daniel powiedział jej, że skompletował dokumenty ubezpieczeniowe, rozpromieniła się.
„To wspaniale, kochanie” – powiedziała, obejmując go ramionami. „Rozmowy o takich rzeczach nie są romantyczne, ale małżeństwo polega na tym, żeby się nawzajem chronić”.
„Dobrze” – powiedział Daniel.
„A ty mnie zapisałaś?”
„Jeszcze nie wysłałam strony beneficjenta. Pomyślałam, że moglibyśmy to razem przejrzeć”.
Przez jej twarz przemknął cień irytacji, który zniknął.
„Oczywiście” – powiedziała słodko. „Powinniśmy wszystko robić razem”.