Richard miał talent do natychmiastowego imponowania ludziom, którzy nie przyglądają mu się zbyt uważnie. Dobrze się ubierał, mówił płynnie i przyciągał uwagę z tą płynną pewnością siebie, która daje iluzję sukcesu.
Ale od pierwszych miesięcy ich małżeństwa coś w nim zawsze wydawało się… udawane. Jak aktor, który wie dokładnie, jaki wyraz twarzy przybrać w danej chwili.
A potem była jego matka.
Madame Thérèse Delorme stała w korytarzu, obserwując wszystko zwężonymi oczami, jakby oceniała ludzi tak, jak antykwariusz bada cenną porcelanę.
Miała sześćdziesiąt cztery lata i była wdową od prawie dziesięciu lat.
Jej mąż zginął w wypadku, który oficjalnie nazwano wypadkiem – spadł ze schodów ich domu niedaleko Orleanu.
Sprawa została zamknięta stanowczo zbyt szybko.