CZĘŚĆ 1: PREZENT NA DNI OJCA
„Jestem dumny ze wszystkich moich dzieci… z wyjątkiem najmłodszego, które wciąż uważa, że sprawdzanie numerów z mieszkania to zawód”.
Śmiech wybuchł przy stole, zanim Valeria zdążyła spojrzeć w dół.
Był Dzień Ojca, a w domu rodzinnym w Las Lomas, przy kieliszkach drogiego wina, białych obrusach i kelnerach poruszających się niczym cienie, jej ojciec właśnie upokorzył ją przed wszystkimi.
Don Ernesto Salcedo uniósł kieliszek, jakby powiedziała coś błyskotliwego. Po jego prawej stronie Rodrigo, najstarszy syn, parsknął suchym śmiechem. Fernanda zasłoniła usta, udając zażenowanie, ale jej oczy błyszczały z radości. Mauricio, faworyt, przyszły szef Grupo Salcedo, nawet nie próbował tego ukryć.
„Tato, nie bądź okrutny” – powiedziała Fernanda między śmiechami. „Valeria rzeczywiście pracuje… z fotela”.
Kolejny wybuch śmiechu.
Ciocia Rebeca nachyliła się do Valerii i wyszeptała:
„Nie płacz, kochanie. Makijaż ci spłynie”.
Valeria miała trzydzieści dwa lata, licencjat z finansów, dwa tytuły magistra i więcej poufnych kontraktów, niż jej rodzina mogłaby sobie wyobrazić. Ale przy tym stole czuła się jak mała dziewczynka, która przyniosła do domu dyplomy i usłyszała „to wspaniale” bez uścisku.
Don Ernesto wskazał na swoje pozostałe dzieci.
„Rodrigo sfinalizował umowę na centrum handlowe w Querétaro. Fernanda dostała pozwolenie na budowę w Santa Fe. A Mauricio jest gotowy objąć stanowisko dyrektora generalnego”.
Potem wbił w nią wzrok.
„Valeria przegląda Excela w piżamie”.
Śmiech ponownie wypełnił powietrze.
Valeria powoli złożyła serwetkę na kolanach.
„Skończyłaś już?”
Don Ernesto uśmiechnął się z pogardą.
„Nie bądź taka delikatna. To mój dzień.”
„Dlatego przyniosłam ci prezent.”
Wyjęła z torebki kopertę w kolorze kości słoniowej i położyła ją obok talerza ojca.
„Wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Ojca.”
Mauricio uniósł brew.
„Czy to kupon na poradę podatkową?”
Valeria nie odpowiedziała. Wstała, chwyciła torebkę i ruszyła w stronę wyjścia, podczas gdy stolik nadal się śmiał.
Na zewnątrz, pod oświetlonym portykiem, zaparkowany był czarny SUV Mercedesa, którym jej ojciec chwalił się na spotkaniach, w bankach i na lunchach z inwestorami. Trzy lata wcześniej, gdy Grupo Salcedo było na skraju upadku, Valeria załatwiła tę dzierżawę za pośrednictwem prywatnej firmy, aby jej ojciec mógł zachować pozory władzy.
Powiedział wszystkim, że w końcu się do czegoś przydała.
Valeria otworzyła drzwi kierowcy.
Rodrigo wysiadł za nią.
„Co ty sobie wyobrażasz?”
„Biorę mojego SUV-a”.
„Tata powiedział, że mu go dałaś”.
„Pozwoliłam jej go używać”.
Rodrigo stał nieruchomo, jakby właśnie usłyszał niewiarygodną obelgę.
„Valeria, nie rób sceny”.
Włączyła silnik.
„To nie jest scena. To księgowość”.
Podjeżdżając do bramy, usłyszała głos ojca dochodzący z domu.
„VALERIA!”
W lusterku wstecznym zobaczyła go stojącego na podjeździe z otwartą kopertą i bladą twarzą. Kartka papieru drżała mu w dłoniach.
Pierwszy wers brzmiał:
Capital Norte żąda natychmiastowej spłaty długu Grupo Salcedo z powodu oszustwa, fałszerstwa dokumentów i poważnego naruszenia umowy.
Don Ernesto nadal nie rozumiał, że Capital Norte należy do Valerii.
Dzwonił siedemnaście razy, zanim dotarła do jego biura w Polanco.
Odebrała za osiemnastym razem.
„Zwracasz natychmiast tę ciężarówkę” – rozkazał.
„Nie”.
„Nie możesz żądać spłaty 720 milionów peso długu za rodzinny żart”.
„To nie ma nic wspólnego z tym żartem”.
Milczenie ojca potwierdziło, że wiedział, o co chodzi.
Przez 18 miesięcy jego rodzina traktowała Capital Norte jak bezosobowy fundusz, który uratował ich, gdy banki zamknęły swoje podwoje. Capital Norte skupował ich przeterminowane długi, wydłużał terminy płatności, unikał pozwów i uratował Grupo Salcedo przed bankructwem.
Don Ernesto nigdy nie pytał, kto za tym stoi.
Chciał tylko, żeby pieniądze wpłynęły.
Potem jego dzieci popadły w samozadowolenie.
Rodrigo zaliczył prywatne podróże i luksusowe samochody jako „koszty reprezentacji”. Fernanda przelewała podejrzane płatności za pośrednictwem firm-słupów powiązanych z pozwoleniami na budowę. Mauricio przelał 72 miliony pesos na konto osobiste i zarejestrował je jako zaliczkę za działkę.
Don Ernesto zatwierdził wszystko, myśląc, że wierzyciel nigdy nie przejrzy akt.
Mylił się.
„Valeria” – powiedział, ściszając głos. „Wracaj do domu. Porozmawiajmy jak rodzina”.
„Godzinę temu nie byłem rodziną. Byłem pośmiewiskiem przy stole”.
„Dajesz się ponieść gniewowi”.
„Nie. Pozwalam, by dowody mną kierowały”.
Z drugiej strony ktoś krzyknął. Brzmiało to jak głos Mauricio.
„Powiedz jej, że ją zniszczymy!”
Don Ernesto wziął głęboki oddech.
„Słyszałeś swojego brata”.
„Tak” – powiedziała Valeria. „Sprawdź pocztę”.
W tym momencie Capital Norte wysłało zawiadomienia o zaległościach do każdego członka zarządu, banku, firmy ubezpieczeniowej i wspólnika Grupo Salcedo.
W załączeniu sprawozdania finansowe.
W księgowości znajdowały się przerobione dokumenty i osobiste gwarancje, które jej ojciec i bracia podpisali bez czytania.
Ale to nie było najgorsze.