Potem otworzył ostatnią teczkę.
Na ekranie pojawił się pierwotny trust Eleny Salcedo.
„Moja matka podzieliła swoje udziały po równo. Aneks, który odebrał mi moje udziały, był oszukańczy. Kiedy odzyskam własność, moje udziały i prawa głosu w Capital Norte przekażą mi kontrolę nad firmą podczas restrukturyzacji”.
Don Ernesto powoli wstał.
„Wyłącz to”.
Valeria nie.
W tym momencie otworzyły się szklane drzwi pokoju.
Weszły trzy osoby z oficjalnymi teczkami.
To nie byli prawnicy firmy.
To byli śledczy z Prokuratury Generalnej i urzędu finansowego.
Mauricio dał
Krok w tył.
Fernanda zaczęła płakać.
Rodrigo sięgnął po telefon komórkowy.
A Don Ernesto, po raz pierwszy w życiu, spojrzał na Valerię nie z rozczarowaniem, lecz z groźbą.
CZĘŚĆ 3: CÓRKA, KTÓRA PRZESTAŁA PYTAĆ O POZWOLENIE
Sekretarz rady poprosił o ciszę, mimo że nikt już się nie odzywał.
Członkowie rady, którzy jeszcze poprzedniego wieczoru wysyłali wiadomości z gratulacjami dla Don Ernesta za jego „wizjonerskie przywództwo”, teraz unikali jego wzroku. Na ekranie wciąż widniał sfałszowany podpis Eleny Salcedo i niemożliwa data. Sześć tygodni po jej śmierci.
Valeria poczuła pieczenie w gardle.
Nie ze strachu.
Z powodu matki.
Przez lata nosiła w sobie ciężar myśli, że Elena również ją wykluczyła. Że jej własna matka, jedyna osoba, która cierpliwie jej wysłuchała, uznała, że na nic nie zasługuje.
A wszystko to było kłamstwem wymyślonym w biurze, zapieczętowanym przez skorumpowanego prawnika i chronionym przez rodzinę, która wolała nazwać ją bezużyteczną, niż przyznać się do tego, co zrobiła.
Jeden ze śledczych podszedł do Mauricio.
„Panie Salcedo, proszę oddać telefon”.
Mauricio uniósł ręce.
„To była decyzja mojego ojca. Właśnie podpisałem to, co mi położyli przed nosem”.
Don Ernesto odwrócił się do niego z niedowierzaniem.
„Co pan powiedział?”
Rodrigo nerwowo się zaśmiał.
„Oczywiście, teraz wszyscy jesteśmy niewinni”.
Fernanda otarła łzy serwetką.
„Nie wiedziałam o tym trustu. Ta sprawa z dostawcami to był pomysł Rodriga”.
„Nie wciągaj mnie w ten bałagan!” – wybuchnął Rodrigo.
W niecałą minutę rodzina, która śmiała się z Valerii przy obiedzie, zaczęła się wzajemnie atakować na oczach wszystkich.
Don Ernesto uderzył pięścią w stół.
„Dość! Jesteście rodzeństwem”.
Valeria spojrzała na niego.
„Jakież to ciekawe. Wczoraj też byliśmy rodzeństwem”.
Odwrócił się do niej z pokonaną miną.
„Valeria, proszę. Jestem twoim ojcem”.
Czuła, że te słowa są za późno, zakurzone.
„Przypomnisz sobie o tym dopiero wtedy, gdy stracisz nade mną kontrolę”.
Don Ernesto wyciągnął rękę, próbując ją dotknąć.
Valeria cofnęła się o krok.
Sekretarz zarządu odczytał wniosek. Za poważne naruszenia, fałszowanie informacji finansowych, możliwe oszustwa korporacyjne i ryzyko prawne dla firmy zaproponowano natychmiastowe usunięcie Ernesto Salcedo, Mauricio Salcedo, Rodriga Salcedo i Fernandy Salcedo ze wszystkich stanowisk operacyjnych.
Głosowanie odbyło się szybko.
Członkowie zarządu podnosili ręce jeden po drugim.
Za.
Za.
Za.
Nawet najstarszy wspólnik Dona Ernesto, człowiek, który przez trzydzieści lat dzielił z nim posiłki i interesy, podniósł rękę, nie patrząc na niego.
Don Ernesto opuścił swoje towarzystwo w niecałe pięć minut.
Dostęp cyfrowy został anulowany. Karty firmowe zostały zablokowane. Biura zostały zabezpieczone. Komputery zostały usunięte do kontroli. Powiadomiono firmy ubezpieczeniowe. Powiadomiono banki.
Potem pojawiły się wezwania sądowe.
Mauricio jako pierwszy stracił panowanie nad sobą.
„Valeria, nie możesz na to pozwolić. Jesteśmy rodziną. To wszystko da się naprawić”.
„Mogłaś to naprawić, kiedy podrobili podpis mamy”.
Fernanda podeszła, płacząc.
„Nigdy nie chciałam cię skrzywdzić”.
Valeria spojrzała na nią z zimnym smutkiem.
„Ale za każdym razem, gdy to robili, ci się to podobało”.