Powiedziała po prostu:
„To nie jest spór małżeński. To może stać się sprawą karną”.
W ten poniedziałek Lucia siedziała naprzeciwko niej, podczas gdy prawnik rozdzielał dokumenty.
„Andrés już ma prawnika” – poinformowała ją Mariana.
„Tak szybko?”
„Mężczyźni, którzy uważają, że wszystko do nich należy, uciekają bardzo szybko, gdy okazuje się, że dokumenty nie współpracują”.
Lucia zaśmiała się krótko i gorzko.
Mariana kontynuowała:
„Złożymy pozew o rozwód. Zażądamy pełnego ujawnienia rachunków”. Zażądamy wstrzymania wszelkich postępowań związanych z domem. I jasno damy jej do zrozumienia, że nie może wykorzystywać córki jako tarczy do uzasadniania przelewów pieniężnych”.
Lucia spuściła wzrok na swoją dłoń.
Ślad po obrączce wciąż tam był, wyblakły.
„A co z Sofíą?”
Mariana uważnie jej się przyglądała.
„Sofía jest nieletnia. Ale to, co powiedziała na grillu, ma znaczenie. Nie dla wszystkich”.
Nie żeby ją prowokować, ale żeby sprawdzić, co się dzieje. Wszyscy widzieli, jak Andrés żądał od ciebie przeprosin za coś, czego nawet nie sprawdził.
Lucía przełknęła ślinę.
„Wszyscy widzieli. Nikt nic nie powiedział.”
„To wiele mówi.”
W ciągu następnych kilku dni Andrés przestał pisać do Lucíi i zaczął kontaktować się z Renatą.
Powiedz mu, żeby nie niszczył tej rodziny.
Powiedz mu, że Sofía płacze.
Powiedz mu, żeby nie był samolubny.
Renata odpisała tylko raz:
Lucía ma prawnika. Skontaktuj się z nią.
Potem go zablokowała.
Niespodziewany telefon nadszedł cztery dni później.
Lucía nie rozpoznała numeru, ale kiedy odebrała, od razu wiedziała, kto to.
„Lucía…”
To była Sofia.
Jej głos nie był ostry. Brzmiał cicho.
„Czego potrzebujesz?”
„Mój tata nie wie, że dzwonię”.
Lucia milczała.
„Mówi, że chcesz nas zostawić bez dachu nad głową”.
„To nieprawda”.
„Mówi, że mnie nienawidzisz”.
Lucia zamknęła oczy.
„Nie nienawidzę cię, Sofía”.
„To dlaczego to wszystko zrobiłaś?”
Lucia mogła jej powiedzieć wszystko. Że jej ojciec kłamał. Że wykorzystywał jej pensję, kredyt, cierpliwość, a nawet potrzebę akceptacji. Że Sofía nauczyła się okrucieństwa w domu, w którym nikt nie karcił za kłamstwa, jeśli tylko pomagały jej w uciszeniu.
Ale powiedziała coś prostszego.
„Bo nie mogę żyć tam, gdzie jestem oskarżana, upokarzana i wykorzystywana”.
Po drugiej stronie Sofía ciężko oddychała.
„Wiedziałam, że mnie nie naciskałaś”.
Lucía otworzyła oczy.
To zdanie uderzyło ją jak kamień.
Sofía mówiła dalej szybko, jakby bała się stracić panowanie nad sobą.
„Wiedziałam, że to był wypadek. Ale wszyscy patrzyli. A moja babcia zawsze powtarza, że mój ojciec zmienił się odkąd cię poślubił. Chciałam, żeby mnie wybrał”.
„I wybrał ciebie” – powiedziała Lucía.
Sofía zaczęła płakać.
„Nie myślałam, że odejdziesz”.
„W tym tkwił problem”.