„Julian” – zawołałam. „Przelej pięćdziesiąt milionów do spółki matki Savannah Elite Country Club. Kup klub od razu. I kup portfel długów Arthura Vance’a”.
O 7:00 rano słońce wzeszło nad miastem.
Podeszłam do lustra w mojej prywatnej łazience. Zdjęłam zmechacony sweter z second-handu. Otworzyłam szafę, w której trzymałam swoje prawdziwe ubrania.
Włożyłam śnieżnobiały garnitur Toma Forda, ostry jak brzytwa. Wbiłam diamentowe kolczyki. Upięłam włosy w gładką, surową fryzurę.
Cicha, walcząca o przetrwanie samotna matka odeszła. Przybył tytan przemysłu.
Sala konferencyjna w Glow & Co. była w całości przeszklona, zaprojektowana tak, by wyglądała nowocześnie i onieśmielająco. Chloe siedziała na czele stołu, wyglądając jak królowa. Oczywiście byli tam moi rodzice. Arthur miał na sobie swój najlepszy garnitur, a Eleanor zajmowała się absurdalnie dużą kompozycją kwiatową.
Z niecierpliwością czekali na „Europejskich Dyrektorów” z AURA Holdings. Nie mieli pojęcia, że konglomerat jest amerykański, a co dopiero, że należy do córki, którą porzucili.
Punktualnie o 9:00 rano otworzyły się drzwi windy.
Szłam korytarzem, otoczona Julianem, trzema bezwzględnymi prawnikami korporacyjnymi i dwoma potężnymi ochroniarzami. Stukot moich szpilek o marmurową podłogę był rytmiczny, władczy i absolutnie przerażający.
Pchnęłam ciężkie szklane drzwi sali konferencyjnej.
Chloe spojrzała w górę, z szerokim, wyćwiczonym uśmiechem przyklejonym do twarzy. „Ach, musicie być z zespołu AURA…”
Głos uwiązł jej w gardle.
Moi rodzice się odwrócili. Szczęka Arthura dosłownie opadła do piersi.
„Maya?” – wykrztusiła Chloe. Potem jej twarz poczerwieniała z oburzenia i wściekłości. „Co ty tu robisz? Ochrona! Kto ją wpuścił? Niszczysz mój nabytek!”
„Mówiłam ci, żebyś się trzymał z daleka!” – krzyknęła Eleanor, wstając. „Ty zazdrosny bachorze, wynoś się stąd!”
Nie przestawałam iść. Podszedłem prosto do szczytu stołu, zatrzymując się zaledwie kilka centymetrów od Chloe.
„Zejdź mi z krzesła, Chloe” – powiedziałem.