Odwróciłam się. Stali tam dwaj umundurowani policjanci z ponurymi minami. Zanim zdążyłam przetworzyć pytanie, jeden z nich złapał mnie za ramię, obrócił i trzasnął nadgarstkami.
Zimny metal kajdanek brutalnie wbił się w moją skórę, a trzask rozniósł się echem po sterylnym holu szpitala.
„Masz prawo milczeć” – mruknął funkcjonariusz, zaciskając mocniej uścisk.
Po drugiej stronie korytarza Jessica dramatycznie osuwała się w ramiona pielęgniarki, szlochając histerycznie i wskazując drżącym palcem prosto na moją twarz.
„Pchnęła go!” – wrzasnęła Jessica, a jej głos odbił się echem od linoleum na podłodze. „Zawsze zazdrościła mojej rodzinie! Widziałam na własne oczy, jak zepchnęła moje dziecko z peronu!”
Zmroziło mi się. Zdrada była tak nagła, tak niewyobrażalnie dotkliwa, że aż zaparło mi dech w piersiach. Nie mogłam wykrztusić słowa. Kobieta, którą uważałam za siostrę, wrabiała mnie w brutalne przestępstwo. Byłam kompletnie załamana, wpatrywałam się w podłogę, gotowa pozwolić im zaciągnąć mnie do celi.
Ale nagle, wahadłowe, podwójne drzwi dziecięcego oddziału urazowego otworzyły się z hukiem.
Dr Evans, główny chirurg urazowy, wyszedł. Był wysokim, imponującym mężczyzną, ale jego twarz była teraz maską absolutnej, przerażającej furii. Przeszedł obok płaczliwej Jessiki, całkowicie ją ignorując, i zatrzymał się tuż przed policjantami.
„Zdejmijcie jej te kajdanki” – rozkazał lekarz, a jego głos drżał od wybuchowej mieszanki wściekłości i smutku.
Aresztujący funkcjonariusz zmarszczył brwi. „Panie doktorze, mamy zeznania naocznego świadka, matki…”
„Powiedziałem, żeby je zdjąć” – warknął dr Evans. Powoli odwrócił się w stronę Jessiki, która nagle przestała szlochać, a jej twarz odpłynęła od krwi. Dr Evans sięgnął do plastikowego worka na odpady biologiczne, który trzymał w ręku, i wyciągnął gruby, granatowy golf Leo. Był rozcięty na pół, poplamiony potem i jodyną.
Uniósł go, żeby pokazać go w cichym, zatłoczonym holu.
„Chłopak właśnie się wybudził z narkozy” – oznajmił dr Evans, a jego głos dźwięczał absolutną czystością. „Powiedział nam, że celowo założył dziś długie rękawy. Założył je, żeby ukryć świeże, oparzenia trzeciego stopnia, które jego matka wypaliła mu na piersi wczoraj po południu”.
Rozdział 3: Żelazo i alibi
W pokoju przesłuchań na komisariacie unosił się zapach zwietrzałej kawy, pasty do podłóg i czystej desperacji. Siedziałem na plastikowym krześle, popijając z styropianowego kubka i obserwując przez szybę wenecką, jak Jessica wykonuje najbardziej przerażający zwrot akcji, jaki kiedykolwiek widziałem.
Nie przyznała się. Nie załamała się. Bez chwili wahania uczyniła z systemu prawnego broń.
„Ona jest socjopatką!” – krzyknęła Jessica do detektywa z Child Protective Services, uderzając dłońmi o metalowy stół. Jej łzy zniknęły, zastąpione przerażającym, drapieżnym oburzeniem. „Sarah opiekowała się nim we wtorek! To ona spaliła mojego synka! Zawsze miała na jego punkcie obsesję, a teraz wyprała mu mózg, żeby mnie obwiniał za to, że go ukradłam!”