Część 2
Mosiężny klucz otwierał stalową skrzynkę ukrytą za szafką Mary do szycia. W środku znajdowały się trzy pendrive’y, dokumenty dotyczące opieki, wyciągi bankowe i list zaadresowany do mnie.
Danielu, jeśli to czytasz, Vanessa w końcu wpadła w rozpacz.
Ręce mi się trzęsły, ale czytałem dalej.
Mara dowiedziała się, że Vanessa i jej chłopak, Grant Hale, ukradli czterysta tysięcy dolarów z kont powierniczych założonych dla Lily i Rose po śmierci ich ojca. Vanessa sfałszowała rachunki medyczne, faktury szkolne, a nawet podpisy bliźniaczek. Kiedy Mara się z nią skonfrontowała, zagroziła, że zniknie z dziećmi. Mara złożyła wniosek o przyznanie im statusu opiekuna tymczasowego, ale stan zdrowia pogorszył się przed rozprawą.
Domek w górach był ostatnim elementem. Mara zmieniła swój testament, zapisując bliźniaczkom nieruchomość po ukończeniu przez nie dwudziestego pierwszego roku życia. Do tego dnia to ja miałam nad nią kontrolę.
Vanessa nie zostawiła ich tam przypadkowo. Wierzyła, że Mara ukryła pierwotny aneks do testamentu gdzieś w domu. Bez niego Vanessa planowała przedstawić starszy testament, w którym ustanowiłaby siebie spadkobierczynią.
Na jednym pendrive’ie znajdowały się nagrania.
Na jednym z nich Vanessa się roześmiała. „Daniel niczego nie zauważy. Płacze, gdy ktoś wspomni jej imię”.
Grant odpowiedział: „Jak tylko podpisze akt zrzeczenia się roszczeń, sprzedaj chatę i oddaj dziewczynki pod opiekę państwa”.
Następnego ranka Vanessa przyjechała białym SUV-em, ubrana w futro i furię. Za nią szedł Grant z prawnikiem, którego rozpoznałam jako pośrednika, który kiedyś próbował przekupić urzędnika w jednej z moich spraw.
Vanessa dobijała się do drzwi.
„Porwałeś moje córki!”
Otworzyłam je tylko na tyle, żeby mogła mnie zobaczyć. „Zostawiłeś je bez ogrzewania i jedzenia”.
„Są dramatyczne. Mara je rozpieszczała”.
Za mną Lily drgnęła.
Vanessa to zauważyła i uśmiechnęła się. „Wyjdźcie na zewnątrz, dziewczynki. Mamusia skończyła zabawę”.
„Nie” – wyszeptała Rose.
Twarz Vanessy stwardniała. „Danielu, nie masz dzieci. Nie rozumiesz dyscypliny”.
Miałam ochotę wyważyć jej drzwi przed nosem. Zamiast tego zniżyłam głos.
„Czego chcesz?”
„Dom. Podpisz go i ja
Nie oskarżą cię o porwanie”.
Grant uniósł teczkę. „Już wszystko spisaliśmy”.
Myśleli, że żal mnie ogłupił. Pozwoliłam, by ramiona opadły.
„Daj mi czas do jutra”.
Uśmiech Vanessy pojawił się natychmiast, brzydki i zadowolony. „Wiedziałam, że będziesz rozsądna”.
Po ich wyjściu Elena wyszła ze spiżarni z dwoma zastępcami i protokolantem. Opieka społeczna sfotografowała posiniaczone nadgarstki bliźniaczek, ich niedożywienie i puste szafki. Sędzia przyznał tymczasową opiekę, umieszczając je u mnie do czasu pilnego przesłuchania.
Ale potrzebowałam czegoś więcej niż porzucenia. Potrzebowałam, żeby Vanessa sama ujawniła cały plan.
Zadzwoniłam więc do niej i powiedziałam, że znalazłam sejf Mary.
Cisza.
Potem zapytała zbyt szybko: „Co było w środku?”
„Akt własności, wyciągi z konta i list. Nie chcę kłopotów”. Przynieś sto tysięcy dolarów, a wszystko zniszczę”.
Grant odebrał telefon. „Dziś wieczorem. Żadnej policji”.
„Oczywiście”.
Elena patrzyła na mnie, kiedy się rozłączyłam.
„Znęcasz się nad nimi”.
„Nie” – powiedziałam, kopiując nagrania na zabezpieczony serwer państwowy. „Daję aroganckim ludziom pozwolenie na szczerość”.