Camille zaznaczyła wszystko. Usuń. Telefon poprosił o potwierdzenie.
Uśmiechnęła się.
„Tak”.
Potem zadzwoniła do ojca.
Henri Delmas odebrał po pierwszym dzwonku.
„Camille”.
Jego głos był głęboki, powściągliwy, pełen wspomnień z lat, kiedy czekał na jej powrót, nigdy nie wpychając się na siłę. Odsunęli się od siebie trzy lata temu. Nie dlatego, że ją porzucił, ale dlatego, że każda rozmowa z nim uświadamiała jej jego ślepotę. Henri Delmas zbudował Delmas Patrimoine z wynajętego biura w pobliżu dworca kolejowego Saint-Lazare, kupując podupadłe budynki, by je remontować, a nie burzyć. Nauczył córkę czytać fasadę tak, jak czyta się twarz, rozpoznawać pęknięcia przed zawaleniem. A ona, z miłości, wpuściła Maxime’a do domu.
„Tato”, powiedziała, „myliłam się”.
Zapadła cisza. Potem westchnienie.
„Wiem, kochanie”.
Bez wyrzutów. Bez „Mówiłem”. Bez kazania. Tylko dwa słowa, które zabolały ją bardziej niż wszystkie obelgi Maxime’a.
„Mówi, że jego ludzie są wszędzie. Że jeśli ich zwolnimy, firma upadnie”.
„Są wszędzie”, odpowiedział Henri. „I to będzie bolało”.
Camille zamknęła oczy.
„Czy przetrwamy?”
Tym razem jej ojciec się nie wahał.
„Przetrwaliśmy kryzys z 2008 roku. Przetrwaliśmy banki, które chciały nas połknąć w całości. Przetrwaliśmy śmierć twojej matki. Przetrwamy oportunistę z tymczasową odznaką”.
Na twarzy Camille pojawił się zimny uśmiech.
Głos Henriego się zmienił. Ojciec zniknął. Prezes wrócił.
„Czekałem na ten telefon trzy lata”. Nasi prawnicy mają pełną dokumentację: firmy-słupy, zawyżone faktury, sfałszowane oferty, ukryte prowizje, fikcyjne zlecenia, skradzione dane klientów. Maxime i jego matka nie tylko zapuścili korzenie, Camille. Zostawili po sobie ślad.
Camille serce zamarło.
„Wiedziałaś?”
„Zbudowałam tę firmę. Oczywiście, że wiedziałam”.
„Dlaczego mi nie powiedziałaś?”
„Bo byś go broniła. A on by cię ode mnie odepchnął na dobre. Musiałaś sama zobaczyć prawdę”.
Spojrzała w swoje odbicie w lusterku wstecznym. Nie widziała kobiety, która została porzucona. Widziała Delmasa.
„Co mam zrobić?”
„Nie” – powiedział Henri. „Co mam zrobić?”
Camille spojrzała na zegarek. 13:17. Za niecałą godzinę siedziba Delmas Patrimoine będzie pełna: asystenci, finansiści, kierownicy budowy, prawnicy, wykonawcy – cały ten ul aktywności, który nauczył się uśmiechać do niej, potajemnie służąc rodzinie Lenoir.
„Punkt o 14:00 idę do centrali. Thomas z działu kadr ma być w sali konferencyjnej. Ochrona ma być w holu. Prawnicy mają być gotowi. Odetnijcie Maxime’owi dostęp. Odetnijcie Solange. Zablokujcie wszystkie identyfikatory, karty bankowe, podpisy, konta dostawców, wszystkich konsultantów powiązanych z Lenoirami”.
Henry głęboko odetchnął.
„I co?”
Camille odpaliła silnik.
„Zwolnijcie wszystkich, których zatrudnili”.