Po drugiej stronie linii jej ojciec milczał. Potem jego głos złagodniał.
„Witaj w domu, Camille. Idź prosto na najwyższe piętro, jak już tam będziesz”.
Zerknęła ostatni raz na gmach sądu. Maxime wciąż śmiał się z Inès na chodniku, nieświadomy, że jego identyfikator zmienia się już w bezużyteczny kawałek plastiku.
„Nie” – odpowiedziała Camille. „Zacznę od parteru”.
Kiedy weszła do holu Delmas Patrimoine o 14:03, młody ochroniarz wciąż się do niej uśmiechał i powiedział:
„Dzień dobry, pani Lenoir”.
Trzydzieści sekund później ekran zrobił się czerwony, a identyfikator przestał działać.
Camille, nie podnosząc głosu, położyła torbę na marmurowym blacie.
„To pani Delmas. Proszę tu poczekać, aż przyjedzie dział kadr”.
Młody mężczyzna zbladł. Nie był złym człowiekiem, tylko kimś z koneksjami. Syn jednego z kuzynów Solange, zatrudniony tam bez przeszkolenia, płacił dwa razy więcej niż normalna pensja za otwieranie drzwi właściwym osobom i przymykanie oka we właściwym momencie.
Prywatna winda otworzyła się z cichym brzękiem. Thomas Morel, dyrektor ds. kadr, wysiadł w towarzystwie dwóch ochroniarzy i prawnika z siwymi włosami spiętymi w kok.
„Pani Delmas” – powiedział, kiwając krótko głową. „Wszystko gotowe”.
W przeszklonym atrium rozmowy cichły jedna po drugiej. Pracownicy odwracali się. Niektórzy już rozumieli. Inni udawali, że nie rozumieją, co tylko potęgowało ich poczucie winy.
Na 9. piętrze Solange Lenoir krzyczała tak głośno, że jej głos zdawał się przenikać ściany.
Camille wsiadła do windy bez słowa.
Kiedy drzwi się otworzyły, zobaczyła swoją byłą teściową stojącą przed gabinetem dyrektora, z torebką Chanel na biurku asystentki, z twarzą wykrzywioną niemal zwierzęcą wściekłością. Solange Lenoir zawsze grała rolę eleganckiej paryżanki:
Idealne stroje, apaszki Hermès, niski głos w drogich restauracjach. Ale panika pozbawiła ją wszelkiej elegancji.
„To niedopuszczalne!” krzyknęła. „Jestem Dyrektorem ds. Zakupów Strategicznych! Nie masz prawa blokować mi dostępu! Finalizujemy pilną umowę z Provence Matériaux!”
„Provence Matériaux należy do twojego brata” – powiedziała Camille, wysiadając z windy.
Zapadła nagła cisza.
Solange się odwróciła.
„Camille. Powiedz temu drobnemu urzędnikowi, żeby natychmiast przywrócił mi dostęp. Twój ojciec chyba oszalał, skoro myśli, że może prowadzić tę firmę beze mnie”.
Camille poszła do biura, wyjęła z torebki orzeczenie rozwodowe i położyła je obok torebki Chanel.
„O 11:42 rano nie jestem już Lenoir. Nie jest pani zatem już moją teściową. Jest pani pracownikiem zwolnionym za rażące naruszenie obowiązków, przebywającym w miejscu, do którego nie ma już pani uprawnień”.
Thomas spojrzał na tablet.
„Pani Lenoir, pani umowa zostaje rozwiązana ze skutkiem natychmiastowym. Pani konta firmowe są zablokowane. Samochód służbowy musi zostać zwrócony przed godziną 18:00. Pani uprawnienia do podpisywania dokumentów zostały cofnięte. Pani pliki komputerowe są zapieczętowane cyfrowo”.
„Zwariowała pani! Mój syn panią stąd wyciągnie przed wieczorem!”
Jak gdyby te słowa go przywołały, drzwi windy ponownie się otworzyły. Maxime wszedł zdyszany, z poluzowanym krawatem i błyszczącą twarzą. Nie był już triumfatorem, którym był w sądzie. Próbował zapłacić za lunch w brasserie w dzielnicy Madeleine, jego karta została odrzucona, a telefon służbowy zablokował się w trakcie rozmowy.
„Camille! Co ty wyprawiasz? Ekipy budowlane utknęły, zamówienia nie są realizowane, a konta dostawców zawieszone! Mamy trzy projekty w toku w Lyonie, Nantes i Marsylii!”
„Wszystkie trzy transakcje realizowane są przez podwykonawców kontrolowanych przez twoją rodzinę” – odpowiedziała. „Przez dwa lata zawyżałeś ceny Delmas Patrimoine o 38%”.
Maxime zamarł. Jego wzrok omiótł podłogę. Widział spojrzenia, napięte twarze za szklanymi ściankami działowymi, zbyt szybko opuszczane słuchawki.
„Wszystko mieszasz. Robisz to z zemsty. Niszczysz firmę swojego ojca, bo twoje ego nie może znieść mojej nieobecności”.
Z wewnętrznych schodów dobiegł głęboki głos.