Zobaczył nasze twarze i zdał sobie sprawę, że coś mu umyka.
„Élodie, musimy porozmawiać o przeszczepie”.
„Tak” – powiedziałam. Porozmawiamy o tym w szpitalu. Z lekarzami. Nie w naszej kuchni.
Zacisnął pięści.
„Zaakceptujesz to”.
„Nie słyszałaś? Moje ciało nie jest twoim projektem charytatywnym”.
Podszedł do mnie.
„Nie możesz tego zrobić Amandine”.
„Nie zrobiłem jej tego. Obiecałeś jej życie zbudowane na kłamstwach.
Potem wziąłem walizkę i wyszedłem.
Następne dni były najtrudniejsze w moim życiu.
Myślałem o Amandine każdego ranka.
Myślałem o jej bladej twarzy, drżących dłoniach, strachu.
umrzeć.
Wiedziałam, że może mogłabym pomóc.
Ale za każdym razem, gdy pod presją Marca myślałam o oddaniu krwi, czułam, że moje ciało się wyłącza.
Nie byłabym dawcą z własnej woli.
Byłabym żoną z przymusu.
Dr Lemaire zasugerowała, żebym dała sobie tyle czasu, ile potrzebuję.
„Możesz przyjąć, odmówić lub odłożyć decyzję” – powiedziała mi. „Ale twoja decyzja musi należeć wyłącznie do ciebie”.
Marc natomiast stał się bardziej agresywny.
Dzwonił bez przerwy.
Wysyłał wiadomości.
„Jeśli Amandine umrze, będziesz musiała się z tym pogodzić”.
„Wszyscy będą wiedzieć, że odmówiłaś ratowania chorej kobiety”.
„Chcesz zemsty, bo już cię nie kocham”.
Każda wiadomość utwierdzała mnie w przekonaniu, że podejmuję właściwą decyzję, dystansując się.
Potem poszedł dalej.
Zadzwonił do mojej siostry.
Skontaktował się z moją matką.
Powiedział znajomym, że odmawiam przeszczepu „z zazdrości”.
Ale nie odpowiedziałam publicznie.
Nie musiałam ujawniać danych medycznych Amandine, żeby się bronić.
Jedyną osobą, której byłam winna odpowiedź, byłam ja sama.
Rano, w dniu zaplanowanych ostatnich przygotowań do przeszczepu, poszłam do szpitala.
Marc czekał na mnie w holu.
Jego oczy były zaczerwienione.
„Dziękuję za przybycie” – powiedział z ulgą. „Wiedziałem, że nie możesz być aż tak potworna”.
Spojrzałam na niego spokojnie.
„Przyszłam porozmawiać z zespołem medycznym”.
Jego twarz się ściągnęła.
„Élodie…”
„Wycofałem swoją zgodę”.